o mnie

piątek, 25 listopada 2016

Podróż tysiąca fandomów, czyli Przez Stany popŚwiadomości



Nigdy nie byłam specjalną fanką reportażu podróżniczego - sięgam po ten gatunek stosunkowo rzadko. Nie ukrywam jednak, że informacja o pojawieniu się na rynku nowej książki, będącej relacją z wyjazdu  grupy popkulturowych nerdów  do Stanów Zjednoczonych, sprawiła że moje serce zabiło szybciej. Przez Stany popŚwiadomości autorstwa Kuby Ćwieka to nie jest taki sobie zwykły reportaż. To fascynujące sprawozdanie z wyprawy śladami ulubionych filmów, książek, seriali, popkulturowych fenomenów – innymi słowy, z podróży tysiąca fandomów.

Wydawcą książki jest Wydawnictwo SQN.

Na wstępie zaznaczyć należy, iż mimo że twórcą większości tekstów w książce jest Kuba Ćwiek (pisarz zapewne znany z Wam chociaż ze słyszenia), nie jest on jedynym autorem tomu. Nie sposób nie zwrócić uwagi na pojawiające się co kilka rozdziałów uporządkowane informacje o popkulturowych zjawiskach autorstwa Bartka Czartoryskiego – dowiemy się więc czegoś więcej o Studiu Troma, filmach o Nowym Yorku, Rockym Balboa, śmierci Allana Edgara Poego i wielu innych. Dla osób obeznanych w tematyce zapewne nie są to jakieś spektakularne nowości, ale mimo wszystko takie fakty „w pigułce” stanowią bardzo fajne dopełnienie tekstu Ćwieka. Ostatnia część książki to zajmujący kilkanaście stron fotoreportaż autorstwa Agaty ”kreski_” Krajewskiej i Patryka Jurka, jak również absolutnie genialny dziennik z podróży autorstwa Radka Teklaka. Nie ulega więc wątpliwości, że Przez Stany popŚwiadomości to efekt pracy zbiorowej grupy pasjonatów, bez których wspólnego wysiłku nic pewnie by z tego wszystkiego nie wyszło. Trzeba też zwrócić uwagę, iż treść samej książki wykracza poza jedynie samą podróż, na wstępie serwując czytelnikowi dokładną relację z przygotowań do wyjazdu. Czytając pierwsze rozdziały człowiek naprawdę nabiera wrażenia, że dla chcącego nic trudnego.

Sama książka napisana jest wyjątkowo żywym, wręcz mówionym językiem, dlatego też momentami bliżej jej do luźniej, spisanej opowieści, niż typowego reportażu. Pełno w niej dygresji, zmiany wątków, luźnych komentarzy – mimo to całość zachowuje jednak pierwszorzędny sens i czyta się ją znakomicie. Wbrew pozorom napisanie czegoś takiego wcale nie jest takie proste, dlatego też tym większy szacunek dla Kuby Ćwieka i innych autorów tomu. 

Jestem dziką fanką Studia Troma. Serio. fot. WickerGirl

Odnosząc się nieco do fabuły, bo to jest rzecz która niewątpliwie nas tu wszystkich interesuje – książka jest zapisem podróży, będącej realizacją marzeń wielu fanów kultury popularnej. Kuba Ćwiek, jego ojciec i grupa znajomych, wybrali się na wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych, aby odwiedzić miejsca znane i kojarzące się z ważnymi dla nich figurami popkultury. Wynajęli więc kamper, rozpoczynając wyprawę z północy na południe, od Nowego Jorku po Luizjanę. Po drodze odwiedzili cały szereg kipiących popkulturą miejsc – metropolii, miast, miasteczek. Nie sposób wymienić z iloma fandomami kojarzyć się mogą miasta takie jak Nowy Jork, Boston czy Baltimore. Z mojej strony powiedzieć mogę tylko, że jako wierna fanka filmów tak złych, że aż dobrych, prawie popłakałam się z radości czytając o studiu Troma. Tak samo jak i o osadzonym w Baltimore Prawie Ulicy AKA The Wire. Czy o Świętych z Bostonu. Czy o Edgarze Allanie Poe. Podróż Przez Stany popŚwiadomości to także wizyta w Salem (ze słynnym muzeum czarownic), Bangor (bo Stephen King!), Providence (bo Lovecraft!), Mooresville i Charlotte (bo tam kręcili Banshee), Senoia (miasto z The Walking Dead). Czytając książkę byłam naprawdę pod wrażeniem, bo poza oczywistymi skojarzeniami miejsc z filmami/serialami/twórcami, Kuba Ćwiek niczym z rękawa sypie wszelkiego rodzaju popkulturowymi nawiązaniami, niemalże w każdym akapicie dowodząc, jak wspaniale znerdziałym jest on człowiekiem. Dodam również, że w tekście pełno jest doskonałego humoru, z którego naprawdę można śmiać się w głos. Czytając fragment o kupowaniu sukienki Elsy z Krainy Lodu, moja własna przepona pawie mnie udusiła. :’)

Kinga zabraknąć nie mogło. ;) fot. A. Krajewska.


Książkę czytało mi się cudownie w dużym stopniu ze względu na fakt, że bardzo utożsamiam się z takim sposobem podróżowania, jak ten opisany przez Ćwieka i spółkę. Stany Zjednoczone to w tym zakresie ciężkie wyzwanie, bo o samym Nowym Jorku dałoby się napisać książkę dwa razy grubszą niż Przez Stany popŚwiadomości. Autorzy nie wiedzieli wszystkiego, ale to co zobaczyli i o czym napisali składa się na fenomenalną, godną pozazdroszczenia przygodę, w której bez wątpienia odnalazłby się każdy fan popkultury. Nie przesadzę jeśli powiem, że książka ta jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie w Polsce zostały w tej tematyce w ostatnich latach napisane. Polecam ją bardzo bardzo bardzo z całego mojego popkulturalnego serca – to naprawdę wspaniała pozycja dla wszystkich ludzi fandomu. Niezależnie jakiego, ale fandomu.


Dziękuję wydawnictwu SQN za egzemplarz recenzencki. Radości z czasu, który spędziłam czytając Przez Stany popŚwiadomości  już nikt mi nie zabierze. :’)


czwartek, 3 listopada 2016

I po co nam to było, czyli Harry Potter i Przeklęte Dziecko [recenzja]


Obiecywałam i obiecywałam, przekładałam i przekładałam, ale wreszcie jest. Kilka słów ode mnie na temat Harry’ego Pottera i Przeklętego Dziecka. Książka ta, reklamowana jako ósma część przygód młodego czarodzieja, była jedną z najgłośniejszych pozycji na rynku wydawniczym tego roku. Czy słusznie? Mam wątpliwości. 

///Wpis zawiera spoilery///


środa, 7 września 2016

Artyści, czyli najwspanialszy serial polskiej telewizji publicznej [recenzja]


Po obejrzeniu pierwszego odcinka Artystów TVP wielu zastanawiało się, czy niemożliwe naprawdę przestało istnieć. Jak to się stało, że polska telewizja publiczna stworzyła produkcję dobrą, ambitną, wciągającą, tak bardzo wyróżniającą się na tle tego, co znamy z krajowego podwórka? Odpowiedź wydaje się być prosta. Twórcy serialu, Monika Strzępka i Paweł Demirski, postanowili opowiedzieć szerokiemu widzowi o tym, na czym sami znają się najlepiej i co czują najbardziej – o teatrze. Artyści to ich autorski projekt stworzony z pasji, wyczuwalnej w każdej scenie, w każdym dialogu i każdym ujęciu. Drugi odcinek serialu jest jeszcze lepszy niż pierwszy, i naprawdę, nie mogłam powstrzymać się, aby tutaj o tym nie napisać. Nie pamiętam abym kiedykolwiek czekała tak bardzo na kolejne odsłony jakiegokolwiek programu TVP!

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Legion na słowo honoru, czyli Suicide Squad



Suicide Squad to prawdopodobnie najgłośniejsza premiera mocnego filmowo sezonu wakacyjnego, dla wielu wręcz najbardziej wyczekiwany film roku. Zdaję sobie sprawę, że w polskich kinach produkcję tę obejrzeć można już od ponad tygodnia, a jakakolwiek reakcja z mojej strony dopiero w dniu dzisiejszym sugeruje, jakobym mieszkała w jaskini bądź pod kamieniem. Cóż, jako iż ostatni miesiąc spędziłam na drugiej półkuli (zarówno horyzontalnie jak i wertykalnie), nie miałam możliwości obejrzenia Suicide Squad wcześniej. Nie ukrywajmy też – recenzje nie zachęcały do szybkiego seansu. W kinie byłam wczoraj. Postanowiłam podzielić się tutaj komentarzem, rozbudowanym w stosunku do tego, co można na szybko napisać na facebooku. Nie jest to recenzja, ale raczej garść luźnych uwag. Zakładam, że wszyscy którzy film bardzo chcieli zobaczyć już to zrobili, a więc poniżej nie przejmuję się spoilerami. 


poniedziałek, 1 sierpnia 2016

What kind of a Preacher are you? czyli czym zachwyca Kaznodzieja [recenzja]




O serialu na podstawie Kaznodziei – kultowego amerykańskiego komiksu autorstwa Gartha Ennisa i Steve’a Dillona, głośno było już od 2014 r. Wtedy oficjalnie potwierdzono, że prawa do ekranizacji dzieła kupiła stacja AMC, odpowiedzialna za inny komiksowy hit, The Walking Dead. Trzeba podkreślić, że informacja ta naprawdę zelektryzowała fanów, zastanawiających się, czy ten wybitny w swoim gatunku komiks, pełen jednak przemocy, alkoholu i aluzji politycznych, będzie możliwy do przeniesienia na ekran w formie oddającej jego specyficzny klimat. Po zakończeniu pierwszej, dziesięcioodcinkowej odsłony serialu, wnioski nasuwają się same. Produkcja trójki Evan Goldberg, Seth Rogen i Sam Catlin wyszła poza toczące się w fandomie dyskusje, będąc znakomitym, broniącym się jako niezależna produkcja serialem. Preacher to jedna z najlepszych propozycji nie tylko sezonu wiosenno-letniego, ale w ogóle ostatniego roku. Za nic nie możecie jej przegapić. Mówię to z pełnym przekonaniem, specjalnie po to czekałam z recenzją do finałowego odcinka.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Wszyscy ludzie Waszyngtona, czyli o TURN: Washington's Spies [recenzja]



Wczesne dzieje Stanów Zjednoczonych – wybijanie się na niepodległość, wojna z Wielką Brytanią i budowanie państwowości, nie od dzisiaj pobudzają wyobraźnię twórców kultury. Mnogość rozgrywających się w tym czasie ludzkich radości i dramatów stanowi idealne pole do pokazania tematów uniwersalnych, czego doskonałym dowodem jest sukces broadwayowskiego musicalu Hamilton. Pod wpływem jego popularności, wśród fanów głośniej zrobiło się o emitowanym już od trzech lat przez telewizję AMC serialu TURN: Washington's Spies, którego akcja rozgrywa się dokładnie w trakcie amerykańskiej wojny o niepodległość. Jest to oparta na prawdziwych wydarzeniach historia działań szpiegowskich prowadzonych w warunkach konfliktu, szczególnie zaś siatki Culper Ring, której dokonania znacząco przyczyniły się do ostatecznego sukcesu patriotów w wojnie z Brytyjczykami. 

środa, 29 czerwca 2016

Wszystkie stworzenia nocy, czyli żegnamy Penny Dreadful



Ledwie dziesięć dni temu wyemitowane zostały dwa ostatnie odcinki trzeciego sezonu Penny Dreadful - jak szybko się okazało, był to sezon ostatni. Żegnamy jeden z najlepszych, a jednocześnie najbardziej niedocenianych seriali ostatnich lat - produkcję, która na nowo wyznaczyła standardy tego, jak wyglądać powinna opowieść grozy, racząc widza swoją niezwykłą, mroczną poetyckością. 

Penny Dreadful to jedna z tych produkcji, którą konsekwentnie i na bieżąco śledziłam od dnia premiery. Serial nigdy nie zawiódł moich oczekiwań, a każdy odcinek oglądałam z nieukrywaną przyjemnością. Tym bardziej przykro mi jest, że stacja Showtime zdecydowała się zakończyć go już po trzech sezonach. Trudno jest mi uwierzyć w słowa jego twórcy, Johna Logana, który przekonywał, iż decyzja o kasacji Penny Dreadful zapadła już ponad rok temu. Serial ten, podobnie jak szereg innych, padł ofiarą niskiej oglądalności, która zupełnie nie szła w parze z poziomem produkcji, z sezonu na sezon coraz wyższym. Smutno. Będę wspominać Penny Dreadful z wielką estymą, jako jeden z moich ulubionych seriali ostatnich lat. Czy może być coś lepszego, niż osadzona w wiktoriańskim Londynie historia, w której przeplatają się losy bohaterów powieści takich jak Drakula, Frankenstein, czy Portret Doriana Graya? Zapewniam, że nie. 

czwartek, 16 czerwca 2016

Tylko orków szkoda, czyli o Warcraft: Początek [recenzja]



Mówiąc szczerze, już same trailery filmu Warcraft: Początek wywarły na mnie średnie wrażenie, a fala krytycznych recenzji, pojawiających się zarówno w polskim, jak i światowym Internecie, utwierdzały w bezpiecznym przekonaniu, że nie ma co sobie zawracać głowy kolejną mierną ekranizacją gier komputerowych. W ostatnich (dosłownie) dniach jednak, trafiłam na szereg opinii, jakoby Warcraft nie był wcale taką złą produkcją, i jakoby nadawał się do oglądania z całkiem sporą przyjemnością. Postanowiłam więc zaryzykować, tanie środy w Cinema City, 15 złotych można potencjalnie wyrzucić w błoto. No cóż. To było błoto po kolana. Zupełnie nie rozumiem skąd wzięły się słowa pochwały nad tą produkcją. Dawno nie oglądałam tak złego, nudnego i nic niewnoszącego filmu.

Wpis nie zawiera spoilerów dotyczących fabuły, gdyż w tym filmie fabuły nie ma.

piątek, 3 czerwca 2016

Dziesięć postaci epizodycznych i drugoplanowych, które lubię najbardziej

Wczoraj, oglądając po raz kolejny Bękarty Wojny, przyszedł mi do głowy pomysł na wpis. Dzisiaj więc trochę o moich ulubionych bohaterach z drugiego, trzeciego, piątego planu. Zastanawiałam się, czy tworzenie tego typu listy w ogóle ma sens, ale po głębszym zbadaniu sprawy zauważyłam rzecz ciekawą. A mianowicie, zaskakująco wiele takich postaci pojawia się w produkcjach za którymi nie przepadam, nudzą mnie, oglądam z przyzwyczajenia. To dość niebywałe, że postać migająca na ekranie przez kilkanaście procent czasu ekranowego potrafi tak mocno przekonywać do oglądania całości (tudzież stwierdzenia, że dana produkcja wcale nie jest aż taka zła).
Wybrałam przykłady zarówno z filmów, co i z seriali. W zestawieniu pojawiają się zarówno postacie epizodyczne, jak też i sukcesywnie pokazywane na ekranie, odgrywające jednak rolę drugoplanową w stosunku do głównych bohaterów. Jak widać przeważają mężczyźni. Nie oznacza to oczywiście, że z zasady nie lubię postaci kobiecych (pisałam nawet o tym wpis w tematyce filmów) niemniej w moim przekonaniu (co niestety jest dość smutną konkluzją) dużo trudniej jest stworzyć dobrą, zapadającą w pamięć epizodyczną rolę żeńską, niż analogiczną rolę męską. Oczywiście można tu polemizować, bo każdy szuka w bohaterach czegoś innego. Z mojego punktu widzenia jest jednak jak jest.

Enjoy.

poniedziałek, 23 maja 2016

Henryk, proszę cię, nie rób tego, czyli kilka wniosków po premierze X-Men: Apocalypse [recenzja]



Na najnowszy film Bryana Singera szłam z bardzo ambiwalentnym nastawieniem, nie spodziewając się cudów, ale mimo wszystko licząc na dobrą zabawę. Podejście to okazało się słuszne, bo mimo że radości miałam sporo, X-Men: Apocalypse to obiektywnie film średni. Ma on kilka fajnych momentów, które z pewnością spodobają się zarówno fanom komiksów, co i kina superbohaterskiego, ale też wiele totalnie żenujących rozwiązań. 

W recenzji nie ma spoilerów, chyba że nie wiecie zupełnie nic o tym filmie. Nie wykraczam na płaszczyźnie treści poza to, co znamy już z trailerów, a wpis potraktujcie w związku z tym raczej jako zbiór luźnych wniosków. 

wtorek, 17 maja 2016

Gdy rozum śpi, budzą się demony, czyli "High-Rise" Bena Wheatleya [recenzja]



W swoich dotychczasowych filmach, Ben Wheatley przyzwyczaił nas nie tylko do specyficznej, nieco niepokojącej atmosfery, ale i pokazywania na ekranie mało znanych szerszej publiczności aktorów. Informacja o zaprzęgnięciu do jego najnowszej produkcji nazwisk takich jak Tom Hiddleston, Jeremy Irons, Luke Evans, Elizabeth Moss czy Sienna Miller zelektryzowała fanów kina, i to nie tylko tych szczególnie zainteresowanych twórczością Wheatleya. 

High-Rise udało mi się zobaczyć dopiero niedawno, co wynika ze sporego opóźnienia hiszpańskiej premiery w stosunku do reszty Europy, w tym Polski. Wyszłam z kina z bardzo mieszanymi uczuciami. Nastawiałam się na arcydzieło, a dostałam film, który co prawda powala wizualnie, ale fabularnie wydaje się pusty. 


poniedziałek, 9 maja 2016

We fight, czyli Kapitan Ameryka: Civil War [recenzja]



Kapitan Ameryka Civil War to jeden z najbardziej oczekiwanych blockbusterów tego roku. Wielu zastanawiało się, czy eksperyment włączenia do jednej historii kilkunastu superbohaterów, z których praktycznie każdy mógłby mieć własny film, powiedzie się. Powiem wprost. Nie jest źle. Nie ulega wątpliwości, iż film braci Russo jest najlepszym co wyprodukował Marvel Cinematic Universe od lat, a zdaniem wielu to w ogóle numer jeden w kategorii kina superbohaterskiego. Civil War to produkcja dynamiczna, pomimo swoich 2 godzin i 26 minut pozbawiona dłużyzn, doskonale wykorzystująca klasowych aktorów i imponująca efektami specjalnymi. Film ma bardzo wiele plusów, jednak w ostatecznym rozrachunku twórcy nie ustrzegli się kilku błędów. Wyszłam z najnowszego Kapitana Ameryki zadowolona, jednak w dalszym ciągu uważam, że najlepszą produkcją Marvela jest Zimowy Żołnierz. 



czwartek, 5 maja 2016

Sense8, czyli wolność, równość i braterstwo [recenzja]



Mam świadomość, że stworzyłam trochę wpis-dinozaura, bo premiera pierwszego sezonu Sense8 miała miejsce prawie rok temu. Produkcja rodzeństwa (teraz już sióstr) Wachowskich zjednała sobie Internet w błyskawicznym tempie, podbijając tumblra i serca nałogowo wciągających Netflixa widzów. Już w wakacje byłam świadkiem wirtualnego szaleństwa towarzyszącego Sense8, ale przez pierwsze kilka miesięcy nie mogłam się zabrać za oglądanie. Całość sezonu skończyłam kilkanaście dni temu, jest to więc dla mnie produkcja stosunkowo świeża. Wydaje mi się że jednak, że mimo obsuwy czasowej warto o Sense8 napisać, bo to jeden z najoryginalniejszych seriali jaki widział świat w ostatnich latach. Zrobił on na mnie bardzo duże wrażenie, mimo iż, jak to z produkcjami Wachowskich bywa, opinie są bardzo podzielone. 

Spoilerów co do treści nie ma, z resztą sama specyfika serialu jest taka, że trudno cokolwiek spolerować.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Nowy rok, stara bida, czyli po premierze szóstego sezonu Gry o Tron [recenzja]



Za nami premiera szóstego sezonu Gry o Tron. Serial, który już rok temu stracił jakiekolwiek prawa do określania siebie mianem dobrej telewizji, już na wstępie nie omieszkał przypomnieć wszystkim, dlaczego na produkcję tę lepiej jest spuścić niekończącą się zasłonę milczenia. Najnowszy odcinek ze zdwojoną siłą powielił żenujące schematy sezonu piątego, a twórcy serialu, David Benioff i David Weiss, po raz kolejny pokazali, że jedyną wartością Gry o Tron jest wszechobecny szok, zniszczenie i coraz bardziej wymyślne śmierci. Wszystko to kosztem spójności fabularnej i psychologicznej bohaterów. Niby nie było złudzeń że tak właśnie będzie, ale niesmak towarzyszący przekonaniu się o kolejnej bezczelności scenarzystów naprawdę przechodzi ludzkie pojęcie. 

Tylko aktorów szkoda.
Wbrew temu co zapowiadałam, nie będę pisać co odcinek o szóstym sezonie Gry o Tron. Nie widzę sensu kopania leżącego, tworzenia sztucznej napinki „OMG, WTF, CO ONI ZROBILI?”, bo każdy z nas wie, że w tym serialu stać się może wszystko, a granice naszej wyobraźni nie są granicami których nie przekroczyliby D&D. Poprzeczka postawiona jest wysoko, bo pamiętajmy, mówimy o serialu w którym na oczach widzów mordowano kobiety w ciąży, gwałcono nastolatki, a rodzice palili dziecko na stosie.

Być może napiszę coś pod koniec sezonu, ale to na zasadzie śmiania się z siebie samej, że myśląc rok nie wymyśliłam rzeczy, które scenarzyści upchnęli w dziesięciu odcinkach. D&D zdołali zażenować mnie już na starcie, nie ma sensu więc zastanawianie się, co będzie dalej. 

Wpis zawiera informacje dotyczące wydarzeń z sezonów 1-5, a na pewnym etapie także spoilery z pierwszego odcinka szóstego sezonu. W stosownym miejscu będzie informacja o tychże spoilerach. 

środa, 20 kwietnia 2016

Historia i kultura, czyli brytyjskie mini-seriale, które bawią i uczą jednocześnie



Dzisiejszy wpis postanowiłam poświęcić trzem brytyjskim mini-serialom dramatycznym, których wspólnym mianownikiem jest próba ukazania prawdziwych losów grupy ludzi, których działania odcisnęły piętno na nowożytnej historii Zjednoczonego Królestwa. Mimo że seriale historyczne tworzy się masowo  praktycznie we wszystkich krajach świata, nie bez przyczyny wybrałam tutaj akurat produkcje z Wysp. Brytyjska telewizja publiczna, również ze względu na swoją misję edukacyjną, do perfekcji opanowała tworzenie fabuł traktujących o tematach politycznie i kulturowo ważnych, których oglądanie dostarcza nie tylko rozrywki, ale również poszerza horyzonty. Muszę przyznać, że sporo wiedzy którą obecnie posiadam na temat brytyjskiej kultury (szczególnie sztuki) wzięło się z tego, że kiedyś gdzieś obejrzałam jakiś film albo serial, co dało mi podstawowe informacje i skłoniło do dalszego zgłębiania tematu na własną rękę. Opisywane przeze mnie mini-seriale stanowią doskonały przykład takiego właśnie zjawiska. Polecam je serdecznie zarówno ze względu na ciekawe i pouczające fabuły, co i doskonałe aktorstwo. BBC umie w takie rzeczy, wiadomo. 

Spoilerów oczywiście nie ma. 

wtorek, 12 kwietnia 2016

Osiem fikcyjnych postaci, z którymi wybrałabym się w podróż



Wiem że dawno nie pisałam, ale kalendarz w ostatnich tygodniach ułożył mi się tak, że często zdarzało mi się opuszczać moje miejsce zamieszkania, zarówno w celach turystycznych, co i szeroko rozumianych naukowych. Taki tryb życia nie do końca sprzyja pisaniu bloga, ale siedząc ostatnio w samolocie zaczęłam zastanawiać się, z kim najchętniej wybrałabym się w podróż. Jak wiadomo, w takich sytuacjach do głowy przychodzą wszyscy, tylko nie osoby realnie istniejące. I tak powstał ten wpis. Ostatnio recenzja goni tutaj recenzję, mam więc nadzieję że taka zmiana będzie stanowić pewną odmienną (nową?) jakość . Tak więc tego. Enjoy.

niedziela, 3 kwietnia 2016

Pod Czarnymi Żaglami, czyli dlaczego Back Sails to serial piękny i dobry [recenzja]



Piraci, morskie wyprawy i niezliczone przygody pośród karaibskich wysp to jeden z tych tematów, który nigdy się nie nudzi. Sukces Piratów z Karaibów sprawił, że moda ta stała się jeszcze silniejsza, co poskutkowało wydaniem sporych ilości książek i opracowań, oraz gwałtownym zapotrzebowaniem na kolejne filmy i seriale, również takie pokazujące świat piratów z nieco poważniejszej i mniej bajkowej perspektywy. Jedną z produkcji stanowiących bezpośrednią odpowiedź na ów trend jest serial stacji Starz pt. Black Sails (w polskim tłumaczeniu po prostu Piraci), którego finał trzeciego sezonu mieliśmy okazję niedawno oglądać. Swego czasu obejrzałam pierwszy sezon tegoż serialu, ale trochę z braku czasu, trochę z powodu innych rzeczy, nie kontynuowałam oglądania kiedy wyszedł sezon drugi. Pod wpływem docierających do mnie informacji o niezłej dramie pod koniec trzeciego sezonu, jak również pochlebnych opinii znajomych (tutaj pozdrawiam Anett, bez której rekomendacji pewnie nie wróciłabym do Black Sails) postanowiłam ów serial nadrobić. Była to najlepsza decyzja jaką podjęłam od miesięcy. Piraci to naprawdę doskonała produkcja historyczno-przygodowa, rozkręcająca się z odcinka na odcinek i lepsza z sezonu na sezon. Piękny i dobry jest to serial.

Wpis nie zawiera żadnych spoilerów dotyczących fabuły, nie jest też klasyczną recenzją. Potraktujcie go jako zbiór argumentów pokazujących, dlaczego uważam Black Sails za jedną z najlepszych produkcji w swoim gatunku, i dlaczego od tego momentu polecać ją będę wszystkim, nie tylko rozczarowanym kierunkiem w jakim poszła Gra o Tron oraz robiącym „meh” na myśl o Wikingach.

poniedziałek, 28 marca 2016

Justice is coming, czyli Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości [recenzja]



Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości był wielkim sprawdzianem dla DC Entertainment. Miał on ostatecznie dowieść, czy wytwórnia ta jest w stanie z powodzeniem konkurować z Marvelem w stworzeniu spójnego, ciekawego i dochodowego uniwersum superbohaterskiego. Oczekiwania były wielkie, ale po marnych trailerach wielu nastawiało się jedynie na przeciętny blockbuster. Muszę powiedzieć, że mimo całej fali hejtu jaki wylał się na ten film, całkiem pozytywnie się zaskoczyłam.

Niniejszy wpis nie zawiera żadnych spoilerów dotyczących treści i stanowi zbiór moich luźnych uwag na temat samego filmu. 


poniedziałek, 21 marca 2016

"Tworzymy terror" czyli czwarty sezon House of Cards [recenzja]



Czwarty sezon House of Cards to jedna z najbardziej oczekiwanych produkcji serialowych tej wiosny. Premiera serii była momentem przełomowym również dla fanów w naszym kraju, ze względu na pojawienie się jej na polskim Netflixie. Co prawda bez napisów, no ale zawsze lepiej to niż nic. Kilka dni temu udało mi się dooglądać sezon do końca, co rzecz jasna poskutkować musiało tym wpisem. 

Biorąc pod uwagę, iż ilość klasycznych recenzji House of Cards jakie zalały Internet w ostatnim czasie jest ogromna, postanowiłam skupić się stricte na plusach i minusach jakie w moim przekonaniu niósł za sobą ten sezon. Nie ma spoilerów dotyczących treści, niemniej tekst jest zdecydowanie nastawiony na osoby będące z HoC w miarę na bieżąco, to znaczy mające pojęcie o tym, co działo się w sezonie trzecim. 

poniedziałek, 14 marca 2016

Vinyl – w rytmie rocka, disco i punka [RECENZJA]



O ile stwierdzenie, że HBO robi tylko dobre seriale coraz częściej podawać można w wątpliwość, tak w dalszym ciągu nie podlega dyskusji fakt, że stacja ta jak żadna inna potrafi gromadzić wielkie nazwiska, łącząc je z wielkimi pieniędzmi. Vinyl to kolejne „złote dziecko” amerykańskiej kablówki. Serial, w którym swoje siły łączą Martin Scorsese, Mick Jagger i Terence Winter z założenia po prostu miał się udać.

Recenzja pisana jest po pięciu odcinkach pierwszego sezonu serialu.