o mnie

środa, 7 września 2016

Artyści, czyli najwspanialszy serial polskiej telewizji publicznej [recenzja]


Po obejrzeniu pierwszego odcinka Artystów TVP wielu zastanawiało się, czy niemożliwe naprawdę przestało istnieć. Jak to się stało, że polska telewizja publiczna stworzyła produkcję dobrą, ambitną, wciągającą, tak bardzo wyróżniającą się na tle tego, co znamy z krajowego podwórka? Odpowiedź wydaje się być prosta. Twórcy serialu, Monika Strzępka i Paweł Demirski, postanowili opowiedzieć szerokiemu widzowi o tym, na czym sami znają się najlepiej i co czują najbardziej – o teatrze. Artyści to ich autorski projekt stworzony z pasji, wyczuwalnej w każdej scenie, w każdym dialogu i każdym ujęciu. Drugi odcinek serialu jest jeszcze lepszy niż pierwszy, i naprawdę, nie mogłam powstrzymać się, aby tutaj o tym nie napisać. Nie pamiętam abym kiedykolwiek czekała tak bardzo na kolejne odsłony jakiegokolwiek programu TVP!


Artyści to serial powstały na okoliczność 250-lecia istnienia Teatru Publicznego w Polsce, ostatni projekt zatwierdzony przed zmianą władz po wyborach. Głównym bohaterem produkcji TVP i Narodowego Instytutu Audiowizualnego jest Marcin Konieczny – nowy dyrektor (fikcyjnego) Teatru Popularnego w Warszawie. Mimo iż otrzymał on posadę w mało przyjemnych okolicznościach (poprzedni dyrektor popełnił samobójstwo w trakcie przedstawienia), zaczyna on pracę pełen optymizmu i ambitnych pomysłów. Bardzo szybko okazuje się jednak, że rzeczywistość nie jest wcale taka kolorowa. Nowy dyrektor musi zmierzyć się z nieufnymi współpracownikami, bojącymi się o swoje etaty aktorami, oderwanymi od artystycznego świata urzędnikami, aż nazbyt ekscentrycznymi reżyserami i mało skłonnymi do zmian pracownikami technicznymi.

Mówiąc o  fabule Artystów zdawać się może, że mamy do czynienia z produkcją bardzo hermetyczną – dostajemy bowiem serial o teatrze, powszechnie kojarzącym się z rozrywką elitarną, albo co najmniej odległą od tego, co zwykliśmy kojarzyć z hasłem „oferta dla masowego widza”. Strzępce i Demirskiemu udała się jednak rzecz fenomenalna – pokazują oni funkcjonowanie pewnego specyficznego, zamkniętego środowiska w sposób uniwersalny. Oglądając serial widzimy, że problemy, z jakimi borykać się muszą tytułowi artyści są zaskakująco bliskie temu, co znamy z naszego własnego życia. W kontekście ukazanych realiów, Artystów uznać można więc za serial wyjątkowo "polski" – kto z nas nie był w swoim życiu zmuszony do walki z biurokracją i nieprzychylnym otoczeniem? Czyje wizje i plany nie rozbiły się o szarą rzeczywistość? - No właśnie.
 Boże, chroń mnie przed ludźmi wykształconymi ponad swoją inteligencję – zdanie to, wypowiedziane przez Koniecznego w drugim odcinku serialu, poza tym że jest najpiękniejszą i najprawdziwszą frazą, jaka kiedykolwiek padła w polskiej telewizji, doskonale streszcza to, o czym mówię.


Główny bohater nie jest jednak wydumanym artystą z dziwną wizją, mającym pretensje do siebie i świata o to, że nikt go nie rozumie. Jest on zwykłym facetem chcącym jak najlepiej wykonywać swoją pracę i wypełnić zobowiązania. Dodatkowo, sprowadził on do Warszawy rodzinę, z którą musi się urządzić w nowym mieście, a w najmniej oczekiwanym momencie spada mu na głowę pijany przyjaciel z dawnych lat, któremu głupio jest przecież nie pomóc. Innymi słowy, proza życia w najbardziej klasycznym wydaniu, elementy dramatu i komedii przeplatające się w codziennym funkcjonowaniu. Oglądając Artystów wreszcie można odnieść wrażenie, że patrzymy na coś prawdziwego. To naprawdę wielka zaleta, szczególnie biorąc pod uwagę, jakiego typu przekaz serwują nam polskie stacje telewizyjne w tasiemcach typu M jak Miłość i Klan, czy we wszystkich produkowanych na zagranicznych licencjach serialach o „młodych, wykształconych, z wielkich ośrodków”. 

Z drugiej strony jednak, przekłamaniem byłoby stwierdzenie, że Artyści to serial obdarty z magii sceny i wszelkich smaczków sprawiających radość fanom teatru. Mówimy w końcu o produkcji stworzonej przez absolutne gwiazdy polskiej branży teatralnej, nazwiska, których nie trzeba powtarzać dwa razy. O ile do samej idei robienia przez TVP serialu o teatrze nie byłam przekonana, gdy zobaczyłam kto za nim stoi, nie miałam wątpliwości, że dostaniemy rzecz na poziomie. Dodatkowo podkreślić należy, iż Strzępka i Demirski są twórcami kojarzonymi raczej z teatrem zaangażowanym, wykraczającym jedynie poza typową funkcję ludyczną teatru. Ich przedstawienia to w dużym stopniu słodko-gorzki komentarz do rzeczywistości, zmuszający do myślenia i nawołujący do zmian. To bardzo ważne w kontekście Artystów, którzy, co wyraźnie widać po dwóch odcinkach, aspirują do miana produkcji z głębszym przesłaniem. Sugeruje to też czołówka, być może jedynie pozornie odnosząca się do czasów dawno minionych.


W kontekście nowego serialu TVP nie należy zapominać o kolejnej doskonałej rzeczy, którą zrobili Strzępka i Demirski. Zdecydowali się oni bowiem obsadzić w swojej produkcji aktorów z którymi współpracowali już na scenie, twarze opatrzone raczej miłośnikom teatru, niż widzom polskich produkcji telewizyjnych. Biorąc pod uwagę, że od lat jestem osobą uczęszczającą do krakowskich teatrów na wszelkie możliwe sztuki (te dobre czasy liceum, gdy chodziło się nawet codziennie, po kilka razy na to samo….), oglądanie Artystów sprawia mi podwójną radość. Co istotne też, mam naprawdę duże zaufanie do obsady. Długo by wymieniać nazwiska znakomitych aktorów pojawiających się w tym serialu, zarówno w pierwszym jak i w drugim planie - mówimy o teatralnej czołówce tego kraju. Linde-Lubaszenko, Segda, Huk, Trela, Dałkowska - to tylko przykłady. W Artystach są naprawdę WSZYSCY. Muszę jednak (i bardzo chcę) pochylić się nad aktorem odgrywającym w serialu główną rolę – nie tylko dlatego, że jest on w niej znakomity. Marcin Czarnik to od lat jeden z moich ulubionych, a obecnie chyba ulubiony aktor teatralny w Polsce. Przedstawienia z jego udziałem, na czele ze Sprawą Dantona Jana Klaty z Teatru Polskiego we Wrocławiu (jakże genialnym był on w nim Robespierrem!), to jest najlepsze co widziałam na deskach scenicznych tego kraju. Marcin Czarnik pojawiał się już co prawda w sporej ilości produkcji telewizyjnych i filmowych, ale nie oszukujmy się, ktoś musiałby być wielkim fanem polskiej kinematografii, aby poznać się na jego aktorstwie, zbierając w całość te wszystkie małe role ekranowe. No więc tak żyłam sobie przez lata, nieświadoma, że moje hipsterskie aktorskie sympatie mogą  kiedykolwiek osiągnąć skalę ogólnokrajową, i że ktoś w ogóle może kojarzyć nazwisko Czarnik skądś indziej niż z teatru. Możecie sobie więc wyobrazić jak bardzo nieludzki był dźwięk, który wydałam widząc go w głównej roli w Artystach. To jest naprawdę znakomity aktor, i serce mi rośnie, że to właśnie jemu przypadła rola protagonisty w pierwszej od niepamiętnych czasów dobrej i ambitnej produkcji TVP.


 Trzeba podkreślić, że sceniczny charakter nie sprowadza się w Artystach jedynie do kwestii fabuły i obsady. Produkcja ta jest bardzo mocno „teatralna” również na poziomie formy. Szereg scen, szczególnie tych odgrywanych wewnątrz budynku Teatru Popularnego, sprawia wrażenie żywcem wyjętych z Teatru Telewizji. Patrząc na spektakl, którego próba generalna odbywa się w pierwszym odcinku Artystów, trudno nie poddać się wrażeniu, że widzimy po prostu wycinek przedstawienia duetu Strzępka/Demirski, nagranego i wrzuconego do serialu. Bardzo teatralnym zabiegiem jest również wprowadzenie duchów zmarłych aktorów i reżyserów, przechadzających się po budynku i obserwujących rzeczywistość. Rozwiązania takie świadczą wyłącznie na plus całości, wyznaczając definicję telewizji jakościowej w Polsce. 

Pamiętajmy, brytyjskie seriale BBC nie są wybitne tylko i wyłącznie dlatego, że ktoś wykłada pieniądze, a inny pisze dobry scenariusz i dobrze reżyseruje. Środowisko aktorskie w Wielkiej Brytanii płynnie przechodzi między teatrem a telewizją, a najlepsi artyści to ludzie rozpoczynający swoją karierę na scenicznych deskach. Polska pochwalić się może całą gamą doskonałych aktorów, których stać na grę w rzeczach lepszych niż Na Wspólnej czy Pierwsza Miłość. Wystarczy im tylko dać szansę. Ciepłe przyjęcie Artystów przez recenzentów i widzów sugeruje jednoznacznie, że w naszym kraju jest miejsce na dobrą telewizję, a ludzie nie oglądają zagranicznych produkcji dlatego, że nie lubią słuchać po polsku, ale dlatego, że oczekują poziomu. Chciałoby się powiedzieć, że Artyści stanowią pierwszy krok w budowaniu nowej tożsamości polskiego serialu dramatycznego, wpisując się tym samym w europejskie standardy. Czas pokaże, czy tak będzie. Tak czy siak, póki co, łapcie Artystów. Bardzo warto! 


Pierwszy odcinek serialu dostępny jest dla wszystkich na platformie VOD TVP – tutaj. ;)

P.S. Wpis o Harrym Potterze i Przeklętym Dziecku przesunie się chyba bliżej polskiej premiery.
P.S.2. Oglądajcie drugi sezon Narcos. Jest doskonały!

1 komentarz:

  1. Patrząc z perspektywy całości sezonu wiemy już chyba, jakie znaczenie ma czołówka "Artystów". Szczerze mówiąc trochę mnie razi ten naddatek ideologiczny produkcji, wydaje mi się wręcz groteskowy i pretensjonalny (napisałam trochę o tym tutaj: http://bigoslogos.blogspot.com/2016/10/o-tym-jak-polski-serial-wstawa-z-kolan.html ) Nie ulega jednak wątpliwości, że to serial, który naprawdę warto zobaczyć. Jest świetny!

    OdpowiedzUsuń