o mnie

środa, 29 czerwca 2016

Wszystkie stworzenia nocy, czyli żegnamy Penny Dreadful



Ledwie dziesięć dni temu wyemitowane zostały dwa ostatnie odcinki trzeciego sezonu Penny Dreadful - jak szybko się okazało, był to sezon ostatni. Żegnamy jeden z najlepszych, a jednocześnie najbardziej niedocenianych seriali ostatnich lat - produkcję, która na nowo wyznaczyła standardy tego, jak wyglądać powinna opowieść grozy, racząc widza swoją niezwykłą, mroczną poetyckością. 

Penny Dreadful to jedna z tych produkcji, którą konsekwentnie i na bieżąco śledziłam od dnia premiery. Serial nigdy nie zawiódł moich oczekiwań, a każdy odcinek oglądałam z nieukrywaną przyjemnością. Tym bardziej przykro mi jest, że stacja Showtime zdecydowała się zakończyć go już po trzech sezonach. Trudno jest mi uwierzyć w słowa jego twórcy, Johna Logana, który przekonywał, iż decyzja o kasacji Penny Dreadful zapadła już ponad rok temu. Serial ten, podobnie jak szereg innych, padł ofiarą niskiej oglądalności, która zupełnie nie szła w parze z poziomem produkcji, z sezonu na sezon coraz wyższym. Smutno. Będę wspominać Penny Dreadful z wielką estymą, jako jeden z moich ulubionych seriali ostatnich lat. Czy może być coś lepszego, niż osadzona w wiktoriańskim Londynie historia, w której przeplatają się losy bohaterów powieści takich jak Drakula, Frankenstein, czy Portret Doriana Graya? Zapewniam, że nie. 


Wszystkie stworzenia nocy

Nazwa serialu, Penny Dreadful (dosłownie „strachy za pensa”), pochodzi od wydawanych w XIX-wiecznej Anglii broszurowych powieści grozy. Owe tanie i kiczowate historie cieszyły się w tym okresie wielką popularnością, będąc czytanymi również na salonach. Wydawałoby się, że w tematy przemiany w wampira i wilkołaka, nieśmiertelności czy oddania duszy szatanowi, już dawno straciły swoją moc, w XXI wieku będąc już tylko kiczowatymi symbolami znanymi ze święta Halloween. Nie ma się co dziwić - większość prób przenoszenia tych motywów na ekran kończyła się w ostatnich latach raczej porażką. Nie jest więc przesadą stwierdzenie, że twórcy Penny Dreadful, Johnowi Loganowi, udała się rzecz na papierze niemożliwa do wykonania. Stworzył on produkcję, która nawiązuje do tradycji wiktoriańskich powieści grozy w sposób umiejętny i wyrafinowany. Penny Dreadful garściami czerpie ze znanych, utartych i przerobionych na dziesiątą stronę motywów, ale perfekcyjna forma i wykonanie sprawiają, że dostajemy coś zupełnie nowego, świeżego i nadzwyczajnego. Zabieg polegający na zgromadzeniu w jednym miejscu i czasie bohaterów z wiktoriańskiej literatury, już wcześniej znany chociażby z Ligi Niezwykłych Dżentelmenów, przeprowadzony został w Penny Dreadful z głową, podnosząc w tym zakresie poprzeczkę o kilkanaście stopni. Dostajemy spójną historię, która, dzięki ciekawie napisanym i pełnokrwistym postaciom, pokazuje całej grupie widzów, na czym polega moc opowieści gotyckiej w swojej oryginalnej, niewykrzywionej formie.  


Vanessa, ach Vanessa!

Mówiąc o postaciach, nie sposób nie zatrzymać się na temacie aktorów owych bohaterów odgrywających. Zapewniam, jest o czym mówić. Penny Dreadful to serial szczycący się jedną z najmocniejszych telewizyjnych obsad od lat, umiejętnie łącząc nazwiska znane, z takimi, które na produkcji Logana dopiero się wybiły. Przykładowo, wcielającego się w rolę Sir Malcolma Murray’a (tak, tego z Drakuli) Timothy’ego Daltona zapewnie nie trzeba przedstawiać nikomu. Jest on w swojej roli świetny. Doskonale spisują się również Josh Hartnett w roli Ethana Chandlera, Reeve Carney jako Dorian Gray, Harry Treadeway jako Victor Frankenstein, Rory Kinnear jako jego potwór – a to tylko postaci z pierwszego planu.
Gdyby musieć jednak streścić Penny Dreadful w jednym nazwisku, odpowiedź byłaby oczywista. Eva Green. W serialu wciela się ona w rolę tajemniczej i niezwykle skomplikowanej kobiety, Vannessy Ives. Jest to postać wyjątkowo niejednoznaczna – targana przez siły dobra i zła, mająca swoje jasne i ciemne strony. Tak naprawdę cały serial kręci się wokół walki, którą Vanessa stoczyć musi nie tylko z szatanem czy Drakulą, ale również, być może przede wszystkim, z samą sobą. Nie sposób jest nie docenić fenomenalnej pracy, jaką włożyła Eva Green w oddanie złożoności tej bohaterki, odgrywając (przynajmniej moim zdaniem) najlepszą rolę w dotychczasowej karierze. Udało jej się stworzyć postać daleką od tego co czarne i białe, bliską za to wszystkim odcieniom szarości. Nie bała się ona scen trudnych, ukazujących postać w praktycznie wszystkich możliwych stadiach psychicznych, z opętaniem włącznie. Mówiąc szczerze, dopiero po tym serialu przekonałam się, jak świetną aktorką jest Eva Green. Doskonalą i zapewne do końca niedocenioną, bo mimo ze nagroda Emmy należy się jej za występ w Penny Dreadful jak psu buda, obawiam się że po raz kolejny nie zostanie ona wyróżniona. 


We are strong, we are women

Generalnie powiedzieć trzeba, że Penny Dreadful to serial o silnych kobietach. Przywołana powyżej Vanessa – bohaterka w sposób oczywisty odstająca od patriarchalnych wzorców społecznych wiktoriańskiego Londynu, w dużym stopniu ukształtowana została przez inną kobietę – czarownicę Joan Clayton (w tej roli wspaniała jest Patti LuPone). Jedną z pierwszoplanowych bohaterek serialu jest również Brona Croft/Lily Frankenstein, brawurowo odegrana przez znaną z Doktora Who Billie Piper. Nie będę streszczać jej historii, bo nie chcę spolerować, wystarczy więc że napiszę, że jej życie zdecydowanie nie należało do prostych, a w trakcie trwania serialu przeszła ona wielką przemianę. Wątek Brony/Lily bardzo mocno związany jest z problemami kobiet z najniższych warstw społecznych – poniżanych, wykorzystywanych, dręczonych i zmuszonych do wyzbycia się wszelkiej godności. Pojawiające się w trzecim sezonie bohaterki – doktor Florence Seward (znów Patti LuPone) i Catriona Hartdegen (Perdita Weeks) to klasyczne, aczkolwiek wcale nieźle napisane postaci kobiece, próbujące wywalczyć sobie niezależność i samorealizację w opanowanym przez mężczyzn świecie. Oczywiście, jak to w Penny Dreadful, wiele kwestii pokazanych jest w sposób przerysowany, nie przeszkadza to jednak w zrozumieniu istoty sprawy. Paradoksalnie bowiem, serial ten pokazuje, że większość tragedii dotykających ludzi nie pochodzi od demonów, wampirów, czy innych strachów. Są one raczej skutkiem seksizmu, mizoginii, braku tolerancji i pogardy człowieka w stosunku do drugiego człowieka. 


Tajemniczy i piękny świat

Wracając jeszcze na chwilę do kwestii formy, nie byłoby sukcesu Penny Dreadful, gdyby nie decyzja stacji Showtime o poświęceniu na ten cel porządnej sumy pieniędzy. Do tej pory przecież seriale grozy kojarzyły się nam raczej z kiczowatymi niskobudżetowcami – Penny Dreadful przełamuje ten mit. Serial ten cechuje się specyficznym i jedynym w swoim rodzaju klimatem, stworzonym dzięki perfekcyjnemu połączeniu obrazu, dźwięku i słowa. Stworzony na potrzeby produkcji wiktoriański Londyn to miasto pełne kontrastów, będące domem zarówno dla bogaczy z luksusowych willi, jak i biedoty mieszkającej w zdezelowanych kwaterach. Na przestrzeni trzech sezonów akcja przenosi się również w inne plenery, za każdym razem w takim samym stopniu ciesząc oko.  Co więcej, Penny Dreadful to produkcja mogąca się poszczycić jedną z najpiękniejszych ścieżek dźwiękowych ze wszystkich seriali ostatnich lat. Muzyka autorstwa krakowskiego (ale mało znanego w Polsce……….) kompozytora Abla Korzeniowskiego jest po prostu przepiękna. Doskonale oddaje ona klimat produkcji, stając się integralną jej częścią. Penny Dreadful to produkt pięknie opakowany, którego twórcy postanowili podejść do widza poważnie, mając świadomość, że w przypadku opowieści gotyckich, formy i treści oddzielić nie sposób. 

Reasumując, Penny Dreadful to serial wyjątkowy, którego siła polega na atrakcyjnym pokazywaniu rzeczy, o których każdy z nas słyszał już dziesiątki razy. John Logan zrobił coś, co w teorii nie miało prawa się udać – bawiąc się oklepanymi konwencjami, rozbudził uśpiony potencjał tkwiący w wiktoriańskich powieściach grozy. To, co do tej pory wydawało się nam w pierwszej kolejności zabawne i kiczowate, w Penny Dreadful okazało się wyjątkowo głębokie. Wampiry, wilkołaki i demony nie są w produkcji Logana celem samym w sobie, nie pojawiają się jedynie po to, aby straszyć. Sięgnięcie do tych motywów stanowi bowiem pretekst do przyglądnięcia się skomplikowanej naturze ludzkiej. Wiele wniosków, które wyciągnąć można z Penny Dreadful odnosi się również do czasów nam współczesnych. Tym bardziej szkoda, że stacja Showtime postanowiła serial zakończyć. Mimo że wątki zostały jako tak poodmykane, potencjał na dalsze serie widoczny był gołym okiem. Smutno, bo to naprawdę była wspaniała rzecz. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz