o mnie

wtorek, 12 kwietnia 2016

Osiem fikcyjnych postaci, z którymi wybrałabym się w podróż



Wiem że dawno nie pisałam, ale kalendarz w ostatnich tygodniach ułożył mi się tak, że często zdarzało mi się opuszczać moje miejsce zamieszkania, zarówno w celach turystycznych, co i szeroko rozumianych naukowych. Taki tryb życia nie do końca sprzyja pisaniu bloga, ale siedząc ostatnio w samolocie zaczęłam zastanawiać się, z kim najchętniej wybrałabym się w podróż. Jak wiadomo, w takich sytuacjach do głowy przychodzą wszyscy, tylko nie osoby realnie istniejące. I tak powstał ten wpis. Ostatnio recenzja goni tutaj recenzję, mam więc nadzieję że taka zmiana będzie stanowić pewną odmienną (nową?) jakość . Tak więc tego. Enjoy.

OSIEM POSTACI, Z KTÓRYMI WYBRAŁABYM SIĘ W PODRÓŻ 

Dziesiąty Doktor
Doctor Who
Wybór prosty, oczywisty i przychodzący do głowy w pierwszej kolejności. Posada towarzyszki Doktora to dla mnie jedyna szansa odwiedzenia wiktoriańskiego Londynu, Nowego Yorku lat 20, zobaczenia dinozaurów i poznania Pana Darcy’ego. Poza tym nie oszukujmy się, kto by nie chciał przeżyć dziesiątek przygód w czasie i przestrzeni, oraz latać TARDIS będącą większą w środku niż na zewnątrz. Jedyny dylemat jaki można mieć w kontekście owego zagadnienia w  moim przypadku szczęśliwie nie istnieje, gdyż nie mam absolutnie żadnych wątpliwości co do tego, że moim ulubionym Doktorem jest Dziesiąty i to właśnie z nim chciałabym podróżować.

Indiana Jones 
Raiders of the Lost Ark, Indiana Jones and Temple of Doom, Indiana Jones and the Last Crusade, Indiana Jones and the Kingdom of Crystal Skull
No cóż. Zaskoczenie żadne, bo Indiana jest tym bohaterem, z którym zapewne robiłabym wszystko. Egzotyczne ekspedycje Indy'ego dalekie są od klasycznej turystyki, ale tego typu przygody są właśnie tym co sprawia, że na pewnym etapie życia każdy z nas chciał być archeologiem. Poza tym ja naprawdę lubię starożytne, przedchrześcijańskie kultury i naprawdę chciałabym pojechać do amazońskiej dżungli, a w taką podróż lepiej nie wybierać się samemu. Mimo że Indiana chodzi po tropikach w skórzanej kurtce (nawet Harrison Ford wyraził zdziwienie w jednym z wywiadów), a w czwartym filmie myli kultury mezoamerykańskie z peruwiańskimi, w tych okolicznościach pojawić się musi. Nikt nie jest przecież doskonały.

Rey 
Star Wars: The Force Awakens
Tak, wiem, pojawiają się Gwiezdne Wojny, pierwsze co przychodzi do głowy to Han Solo, Poe, Obi-Wan. Nie żebym nie lubiła tych postaci, bo jak wiadomo lubię je bardzo. Mimo wszystko jednak nie wiem czy chciałabym podróżować z osobą która wisi kasę połowie galaktyki, jest pilotem z poczuciem misji silniejszym niż wszystkie inne poczucia, bądź jest mistrzem Jedi. Dlatego też wybieram Rey. To miła, zaradna i pomysłowa dziewczyna, która nie dość że umie pilotować statki i posiada umiejętności techniczne, to jeszcze ma moc i całkiem nieźle walczy. Generalnie Rey umie wszystko czego nie umiem ja, co w połączeniu z dobrym charakterem czyni ją najlepszym z całej Galaktyki kompanem do wszelkiego rodzaju przygód.

James Flint
Black Sails
Nie jestem specjalną fanką podróży morskich, co związane jest z pewnym przerażeniem, które budzi we mnie sama idea oceanu i to, że pode mną może przepływać np. kilkunastometrowy wieloryb…. Nie zmienia to jednak faktu, że w razie konieczności odbycia takowej, z pewnością dobrze byłoby mieć towarzysza znającego się na rzeczy. Wybór może być tylko jeden. Wiadomo. Trzeba brać najlepszą postać z najlepszego serialu o piratach. James to nie tylko doskonały żeglarz i strateg, ale również człowiek intelektualnie (i w sumie też moralnie) przewyższający swoją załogę o kilkanaście poziomów. Poza tym w przeciwieństwie do innych, nie żądałby za mnie okupu i w spokoju moglibyśmy dyskutować o książkach. Najlepiej.

Hawkeye
 Avengers
Ludzie mi się dziwią, gdy mówiąc o moich ulubionych marvelowskich bohaterach bez cienia wątpliwości wymieniam zawsze Hawkeye. No bo on nic nie robi, tylko strzela, nie ma supermocy ani fancy zbroi, nie lata, jest normalny. Dlatego właśnie go lubię. Clint Burton to najnormalniejszy człowiek na świecie, od zwykłych ludzi wyróżniający się jedynie ponadprzeciętnymi umiejętnościami, siłą charakteru i zapałem. Potwierdzenie tego wszystkiego mieliśmy w Avengersach 2, i nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że wątek Hawkeye jest naprawdę jedną z niewielu dobrych rzeczy w tym filmie. Clint jest też całkiem wyluzowanym gościem, więc byłby świetnym towarzyszem podróży. Po prostu wsiedlibyśmy w samochód i pojechali w fajne miejsca, bez patrzenia za siebie i wzbudzania przesadnej sensacji.

Abbie Mills
Sleepy Hollow
Sleepy Hollow nie jest najambitniejszym serialem świata, ale jego wielkim plusem jest wrzucenie do fabuły dwójki głównych bohaterów, których naprawdę nie da się nie lubić. Jedną z nich jest Abbie Mills, policjantka, a później agentka FBI z małego miasteczka Sleepy Hollow w stanie Nowy York. Nie wiem z czego to wynika, ale jest ona jedną z moich ulubionych serialowych postaci kobiecych w ogóle, i chyba nie miałabym problemów z powierzeniem swoich spraw w jej ręce. Abbie jest bez wątpienia idealną kandydatką na towarzyszkę podróży, gdyż jest po prostu bardzo zorganizowaną, ale i niewątpliwie sympatyczną osobą z otwartym umysłem. Skoro uwierzyła Ichabodowi Crane’owi, gdy ten twierdził że przybył z XVIII wieku, nie miałaby kłopotów ze zrozumieniem moich zasadniczo dziwnych niekiedy problemów.

John Watson
 Sherlock
Każdy zaznajomiony z twórczością Arthura Conana Doyle’a zdaje sobie sprawę, że gdyby nie Doktor Watson, Sherlock Holmes nie istniałby w takiej formie w jakiej go znamy, nie rozwiązałby tych wszystkich zagadek kryminalnych i prawdopodobnie zginąłby dużo wcześniej niż faktycznie to nastąpiło. Współczesna wersja od BBC jeszcze bardziej uświadamia nam, że Watson jest jedynym elementem łączącym Sherlocka ze światem zwykłych ludzi i jedyną osobą czuwającą nad w miarę normalnym jego w nim funkcjonowaniem. Owa godna podziwu zdolność cierpliwego znoszenia wszelkiego rodzaju sherlockowych dziwactw, połączona z niebywałą inteligencją i skłonnością do poświęceń, czynią z Watsona niemalże idealnego towarzysza podróży. Serio. To jest człowiek, którego nic nie zdziwi, który wszystko zrozumie i który zawsze zaoferuje pomoc. Poza tym jest lekarzem, a podróżowanie z lekarzem nigdy nie jest złym pomysłem.

Włóczykij
Muminki 
Na zakończenie, kolejna sprawa oczywista. Nie wiem jak Wy, ale kiedy w dzieciństwie oglądałam Muminki, za każdym (serio, KAŻDYM) razem miałam bardzo za złe Włóczykijowi, że nie bierze ze sobą w podróż nikogo i nie mówi gdzie się udaje. Biorąc pod uwagę cechy charakterologiczne tej postaci, jak również ewidentny brak przyzwyczajenia do dłuższego towarzystwa, podróż z Włóczykijem przebiegałaby zapewne w znacznej mierze w ciszy, ale i tak by mi to nie przeszkadzało. Po pierwsze przecież, milczenie jest złotem, po drugie, można kontemplować przyrodę, po trzecie zaś, moja ciekawość byłaby zbyt duża aby cokolwiek mogło mnie zniechęcić. Może nauczyłabym się grać na harmonijce. Fajnie. ^^



Następny wpis będzie już konkretniejszy, dlatego też nie napiszę o filmie Łowca i Królowa Lodu, który miałam okazję oglądać niedawno... Zjechałam tę produkcję już w ankiecie którą dostałam w kinie, więc nie do końca chcę to powtarzać... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz