Być może jest to dla Was zaskakująca wiadomość, ale dzisiejszy wpis
poświęcony jest jednemu z najbardziej chwalonych brytyjskich seriali ostatnich
lat. Happy Valley, autorski projekt scenarzystki Sally Wainwright, spotkał się ze znakomitym przyjęciem krytyków i widzów,
którzy okrzyknęli go mianem „brytyjskiego Fargo”. Produkcja zgarnęła nagrodę
BAFTA w kategorii Best Drama Series
(czyli najważniejsze serialowe wyróżnienie na Wyspach!), ale nie zyskała
światowego rozgłosu na miarę Luthera czy Broadchurch. Trudno to zrozumieć, bo
mówimy tu o naprawdę świetnej telewizji. Serial powrócił całkiem niedawno z
drugim sezonem, utwierdzając widzów w przekonaniu, że warto było czekać prawie
dwa lata na kolejne epizody. Świetny poziom odcinków wyświetlanych obecnie
przez BBC One umocnił mnie w zdaniu, że jest sens o Happy Valley
napisać. Warto przedstawiać ten serial jak największej liczbie fanów dobrej
telewizji. Fanów, którzy zasiadając do oglądania na pewno nie będą
zawiedzeni.
Wyobraźmy sobie niewielkie prowincjonalne miasteczko w brytyjskim
hrabstwie Yorkshire. Zwykli ludzie, zwykłe problemy, nieustannie padający
deszcz. Upper Calder Valley, a więc tytułowa szczęśliwa dolina, sprawia wrażenie jakby odciętej od
świata zewnętrznego. Nie jest ona jednak miejscem ładnym ani łatwym do życia. Pełno
w niej patologii i przestępstw, a policja każdego dnia ma pełne ręce roboty.
Mamy więc morderstwa, rozboje,
kradzieże, próby samobójcze. Jedną z funkcjonariuszek próbujących utrzymać
codzienny porządek w mieście jest sierżant Catherine Cawood. Szybko
przekonujemy się jednak, że problemy z którymi spotyka się w pracy stanowią
jedynie krople w morzu tego, z czym przychodzi jej stawiać czoła w życiu
prywatnym.
Catherine (w tej roli świetna Sarah Lancashire) to z jednej strony
niezwykle skuteczna i ceniona stróż prawa, z drugiej natomiast kobieta z
wielkim, niekoniecznie przyjemnym bagażem doświadczeń. Jest rozwódką
mieszkającą z siostrą (byłą alkoholiczką i narkomanką) i samotnie wychowuje
wnuka Ryana. Ostatnie lata w wykonaniu Catherine to nieustanne próby
przezwyciężenia depresji związanej ze śmiercią jej ukochanej córki. Becky, bo
tak na imię miała córka Catherine, nie potrafiła poradzić sobie z traumą będącą
efektem gwałtu, popełniając samobójstwo. Wcześniej jednak wydała ona na świat
Ryana. Tragedia w rodzinie głównej bohaterki doprowadziła do rozpadu jej małżeństwa.
Poznajemy więc Catherine jako kobietę z wyraźnie zarysowaną historią, mimo wszystko
starającą się prowadzić w miarę uporządkowane życie. Wszystko komplikuje się
jednak w momencie gdy z więzienia wychodzi niejaki Tommy Lee Royce – mężczyzna skazany za gwałt na Becky, w oczach Catherine bezpośrednio
odpowiedzialny za śmierć jej córki. Sam Tommy postrzega Catherine jako kobietę
która zniszczyła mu życie, pragnąc zemścić się na niej za swoje krzywdy. Z
biegiem odcinków poznajemy go jako człowieka absolutnie pozbawionego skrupułów
i bezwzględnego.Rozpoczyna się
psychologiczna gra między bohaterami. W grę wchodzi już nie tylko
sprawiedliwość lub zemsta, ale również życie i zdrowie osób trzecich.
Catherine dzieli dom ze swoją siostrą Claire, byłą narkomanką i alkoholiczką.
Happy Valley to produkcja wielowątkowa, w której losy dwójki głównych
bohaterów przeplatają się z problemami postaci drugoplanowych. Co ciekawe,
serial pokazuje nam w tym zakresie dość szeroki przekrój społeczny – poznajemy
zarówno bogatych i dobrze prosperujących, typową klasę średnią, ale i klasyczne
„doły”. Każda z przedstawionych osób, zarówno w pierwszym jak i drugim sezonie,
ma swoje problemy, mroczne tajemnice bądź po prostu nie radzi sobie z życiem.
Owa skomplikowana siatka emocji nie pozostaje bez wpływu na działania bohaterów. Wraz z
kolejnymi odcinkami na pozór niezwiązane ze sobą elementy zaczynają się coraz
bardziej zazębiać, tworząc spójną, wielowątkową historię z tragedią w tle. W
tym kontekście Happy Valley faktycznie jawi się jako produkcja mocno podobna do
Fargo. Niejednokrotnie mamy bowiem do czynienia z sytuacjami, w których czysty
przypadek bądź splot niefortunnych okoliczności popycha ludzi do czynów,
których później żałują i których nie są w stanie odwrócić. Podkreślić trzeba jednak rzecz podstawową. Wbrew temu co może się
wydawać (i wbrew temu co sugerują dystrybutorzy) Happy Valley to nie jest
typowy serial kryminalny. Bliżej mu do dramatu psychologicznego lub
obyczajowego. Nie mamy tutaj detektywów na miarę Sherlocka czy Johna Luthera, trudno
też powiedzieć aby rozwiązywanie zagadki kryminalnej było jedyną osią fabuły.
To, co najbardziej interesuje twórczynię serialu jest warstwa psychologiczna, jak
również sama natura ludzka. Postaci z którymi mamy do czynienia wymykają się
schematom, a próby jednoznacznej oceny pełzną na niczym.
Tommy Lee Royce to jedna z najbardziej przerażających postaci jakie ostatnio widziała telewizja. Nie żartuję.
W tym kontekście przejść trzeba do kwestii zasadniczej, a mianowicie
do aktorstwa. A to w Happy Valley zdecydowanie nie zawodzi. Występująca w roli
Catherine Sarah Lancashire jest doskonałą aktorką odgrywającą jedną z ról
swojego życia. Niesamowicie udaje jej się oddać całą gamę emocji targających
bohaterką, tworząc niejednoznaczną, głęboką postać. Jej bohaterka doskonale
balansuje na granicy tego co poważne, smutne i straszne z tym co normalne i
przyziemne. Połączenie znakomitych umiejętności aktorskich Lancashire z dobrze
napisaną postacią sprawia, że oglądając serial nie czujemy się przytłoczeni
nadmiarem goryczy płynącej ze strony Catherine, mimo że zasadniczo mogłoby tak
być. Mówimy przecież o bohaterce, która w gruncie rzeczy ma za sobą dość
straszne lata życia. Sarah Lancashire odgrywa ją jednak w sposób lekki,
unikając emocjonalnych manipulacji i wzbudzania litości.
Fenomenalna jest Sarah Lancashire w roli Catherine.
Poza doskonałą Lancashire, człowiekiem któremu należą się za Happy
Valley wszelkie pochwały (i nominacja do BAFTA) jest znakomity w roli Tommy’ego James Norton. Aktor
ten, ze względu na bardzo brytyjską i niezwykle miłą dla oka aparycję,
obsadzany jest głównie w rolach dobrych i eleganckich mężczyzn z epoki, takich
jak chociażby Sidney Chambers z Grantchester, książę Andrei Bołkoński z
Wojny i Pokoju czy malarz Duncan Grant z Life in Squares. W Happy Valley natomiast gra on psychopatę, mordercę i
gwałciciela, człowieka zdolnego do najgorszych czynów. I tutaj ważne jest, aby
wszyscy zrozumieli co mam na myśli. Mówiąc o „psychopacie, mordercy,gwałcicielu i człowieku zdolnym do
najgorszych czynów” NAPRAWDĘ mam to na myśli. Tommy Lee Royce jest postacią
przerażającą. To jeden z najstraszniejszych i najokrutniejszych złych jakich ostatnio widziała telewizja.
Przy nim Moriarty z Sherlocka nadawałby się na opiekunkę do dziecka, Jack
Randall z Outlandera wcale nie jest brutalny, a Kilgrave z Jessiki Jones to w
sumie miły facet. Serio. Nie przesadzam. W dodatku jest to postać bardzo
realna, którą (w przeciwieństwie do wyżej wymienionych trzech) moglibyśmy spotkać
na ulicy w prawdziwym życiu. Najbardziej przerażające w Tommym jest jednak to,
że tak naprawdę zupełnie nie wiadomo czego można się po nim spodziewać. Z
jednej strony jest to człowiek bezwzględny, pozbawiony skrupułów, niemający
problemów z patrzeniem jak niewinne osoby cierpią z jego ręki. Z drugiej jednak
potrafi on rozpłakać się na myśl o swoim synu Ryanie, wychowywanym przez
znienawidzoną przez niego Catherine. Patrząc na zachowania Tommy’ego doskonale
widać, jak wielką pracę wykonać musiał James Norton przygotowując się do takiej
roli. W wywiadach na temat Happy Valley nie ukrywał on, że zrozumienie sposobu
myślenia psychopaty zajęło mu dużo czasu. No cóż, opłaciło się, bo stworzył on
kreację tak dobrą aktorsko i tak fenomenalnie przekonującą, że nawet jego
własna mama nie mogła patrzeć jak jej syn robi te wszystkie straszne rzeczy.
Warto podkreślić, że drugi sezon serialu przynosi nam w kontekście Tommy’ego
nie tylko zmianę wyglądu, ale i reguł gry w ramach których musi on funkcjonować. Wpływa to na całą konstrukcję postaci. Póki co niewiele widzieliśmy go na
ekranie, ale to co zobaczyliśmy zdecydowanie wystarcza aby pochwalić Jamesa za
wykreowanie nowego oblicza swojego bohatera. Mogę powiedzieć że jestem jeszcze
bardziej przerażona, co w normalnych warunkach (tudzież w innych rolach Jamesa)
oznaczałoby, że mój zachwyt nad aktorem osiąga coraz wyższe poziomy.
Trudno uwierzyć, że w dalszym ciągu mówimy o tym samym #pięknym i #dobrym Jamesie Nortonie.
Happy Valley to również plejada bardzo dobrych, aczkolwiek pewnie
nieznanych pozabrytyjskiemu odbiorcy aktorów w drugim planie. Jeśli chodzi o
bardziej rozpoznawalne twarze, w drugim sezonie, w mocno ciekawej roli pojawia
się Jęcząca Marta z Harry’ego Pottera, a więc Shirley Henderson.
Bardzo dobra (szczególnie w drugim sezonie) jest znana z Downtown AbbeySiobhan Finneran, w
Happy Valley odgrywająca rolę siostry Catherine, Claire. W
moim przekonaniu jednak na czoło wśród aktorów drugoplanowych wysuwa się Charlie
Murphy, odgrywająca rolę Ann Galagher, córki bogatego przedsiębiorcy. Wpierwszym sezonie (ku zmartwieniu rodziców) nie potrafi ona odnaleźć swojego własnego
miejsca, w drugim bierze już sprawy w swoje ręce. Charlie to irlandzka
aktorka, dla większości pewnie anonimowa. Osobiście jestem dużą fanką zarówno jej
talentu co i urody, a pierwszy raz zobaczyłam ją w doskonałym irlandzkim
dramacie kryminalnym LOVE/HATE (to jest najlepszy i najbardziej znany irlandzki
serial, będę na pewno o nim pisać w przyszłości).W Happy Valley stworzyła ona kreację
przekonującą, bardzo odmienną w pierwszym i drugim sezonie.
Miło jest obserwować przemianę bohaterki oraz to, jak bardzo dobrze Charlie
radzi sobie z tą rolą.
Uwielbiam Charlie Murphy, a w Happy Valley naprawdę pokazuje się ona z najlepszej strony.
Zarówno pierwszy, jak i ponad połowa drugiego sezonu Happy Valley utwierdzają
w przekonaniu, że mamy do czynienia z wciągającą od pierwszej minuty, doskonałą
i niejednoznaczną telewizją. Jest to również telewizja przewrotna, o czym
najlepiej świadczy już sam tytuł serialu. Swoje robi również czołówka, w której
lekka, przyjemna melodia i ładne widoki tytułowej doliny łączą się z tekstami
takimi jak Stuck in speed bump city where
the only thing that's pretty is the thought of getting out. Trudno o coś
bardziej ironicznego, a jednocześnie w lepszy sposób oddającego klimat serialu.
Happy Valley to naprawdę jedna z najlepszych rzeczy, które ostatnio
ujrzały światło dzienne w Wielkiej Brytanii. Gorąco polecam ten serial, spodoba
się zarówno fanom, jak i obojętnym na kryminały, miłośnikom kina braci Coen,
zwolennikom seriali psychologicznych, jak i wszystkim szukającym ambitnej
rozrywki.
P.S. Ten i poprzedni wpis wcale nie stanowią ukrytej (jawnej….?)
sugestii przeradzania się bloga w fanpage Jamesa Nortona. Od czasu do czasu
jest to przecież fanpage Oscara Isaaca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz