Grease to klasyka wśród musicali.
Jeden z tych tytułów, o których słyszał każdy, nawet jeśli pięć minut temu
spadł z księżyca. Historia nastolatków z amerykańskiego ogólniaka Rydell High
School od lat bawi i inspiruje. Piosenki z musicalu są tak znane i tak lubiane,
że naprawdę trudno mi uwierzyć w istnienie osób, które chociaż raz nie bawiły
się przy „You’re the one that I want” czy „Summer nights”. Nie ma się co
dziwić, że informacja o przygotowywaniu przez amerykańską stację FOX Grease na
żywo zelektryzowała całe pokolenia fanów popkultury. Trzeba powiedzieć, że
doświadczenia z podobnymi telewizyjnymi wersjami musicali na żywo ma już stacja
NBC, która pokazała między innymi Dźwięki Muzyki oraz Piotrusia Pana. O ile
jednak owe dwa tytuły traktować można jako mniej bądź bardziej niszowe pozycje
dla fanów musicali, tak Grease to naprawdę wielka sprawa, obok której trudno
jest przejść obojętnie. Nie będę oryginalna jeśli powiem, że filmowa wersja z 1978 r. jest jednym z moich
ulubionych musicali i widziałam go chyba z piętnaście razy, o ile nie więcej.
Nie będzie dziwił również fakt, że wyemitowany wczoraj Grease Live był dla mnie
jednym z najważniejszych wydarzeń popkulturowych stycznia.
Wpis dedykuję moim amerykanistycznym Besties, dzięki którym czekanie na wczorajszy show było 100 razy przyjemniejsze. We go together! <3
Wpis dedykuję moim amerykanistycznym Besties, dzięki którym czekanie na wczorajszy show było 100 razy przyjemniejsze. We go together! <3
Zasiadając do oglądania Grease
Live myślałam sobie, że ostatnią rzeczą jaką poczynić będzie można w tym wpisie
będzie próba porównania wersji telewizyjnej do oryginalnej wersji filmowej.
Takie analizy nie są przecież możliwe. Jak wiadomo, produkcje filmowe i
spektakle na żywo rządzą się zupełnie innymi prawami i dysponują innymi
środkami. Inna jest także skala, wiadomo. Oczywiście, w przypadku Grease te
wszystkie założenia są prawdziwe i w dalszym ciągu nie zamierzam opierać
recenzji na bezpośrednim odnoszeniu jednej produkcji do drugiej w skali 1 do 1.
Mimo to, chyba najbardziej zaskakującym momentem w czasie oglądania Grease Live
jest chwila, w której człowiek uświadamia sobie, że produkcja ta czerpie z
dorobku filmowego o wiele więcej niż można byłoby się spodziewać.
![]() |
Jak to w ogóle możliwe? Podobni
bohaterowie? Te same piosenki? Nie, wcale nie to sprawia, że Grease Live
zdecydowanie bliżej jest do wersji filmowej niż jakiejkolwiek teatralnej
adaptacji tego musicalu. Ekranizacja pokazana przez FOX wyznacza zupełnie nowe,
najwyższe do tej pory standardy tego, jak wyglądać może musical na żywo. Naprawdę.
Pod każdym względem. Warner Bros Studio w Los Angeles nie stanowiło jedynie
pomieszczenia, w którym ustawiono scenę mającą sprawiać wrażenie korytarzy
Rydell High. Ten budunek STAŁ SIĘ Rydell High. Reżyser spektaklu Tommy Kail
zdecydował się na połączenie tradycyjnego spektaklu teatralnego z magią
telewizji, dostarczając widzom niepowtarzalnych wrażeń. Niezliczone ilości
kamer chwytających każdy najważniejszy moment widowiska pozwoliły na
osiągnięcie efektu „wejścia w fabułę”. Kail całkowicie zrezygnował z czwartej
ściany, wpuszczając w przestrzeń spektaklu publiczność, będącą nie tylko
odbiorcą przedstawienia, ale żywą jego częścią. Grease Live to więcej niż
przedstawienie teatralne filmowane na żywo. To jest show. Epicki produkt
powstały w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Malkontenci powiedzieć
mogą, że w przypadku Grease stosunkowo łatwo jest stworzyć przestrzeń podobną
plenerom filmowym, gdyż akcja nie dzieje się w rozległych przestrzeniach, nikt
nie biega po łąkach, nie lata po Nibylandii i generalnie wszystko dzieje się w
szkole, podobnej do której w samych USA jest pewnie setki. To prawda. Grease to
zasadniczo dość prosta historia przeciętnych amerykańskich nastolatków przełomu
lat 50. i 60. Nie można jednak nie oddać twórcom Grease Live wyjątkowego
rozmachu z jakim zdecydowali się przygotować swoją ekranizację. Sam fakt, że
sceny dziejące się na zewnątrz w dużym stopniu NAPRAWDĘ dzieją się na tyłach
studia w Los Angeles, scenografia zmienia się kilkadziesiąt razy w czasie
całego show, a przestrzeń w której odbywa się wydarzenie nie dzieli się ściśle
na część do grania i część dla widzów, doskonale pokazuje jak daleko w stosunku
do tego co widzieliśmy do tej pory poszło Grease. Co więcej, w przeciwieństwie
do klasycznych przedstawień teatralnych pokazywanych na żywo, doświadczenie
osoby oglądającej transmisję w telewizji musiało być diametralnie różne od
takiej, która była i widziała na własne oczy. Diametralnie. Ogromnie
zazdroszczę wszystkim którzy się załapali na oglądanie Grease Live w wersji
prawdziwie live. To musiało być epickie przeżycie.
![]() |
| Sceny na zewnątrz NAPRAWDĘ działy się poza budynkiem. |
Zatrzymując się jeszcze na chwilę
przy kwestii ogólnej estetyki show, trzeba zwrócić uwagę na kolejny niewątpliwy
plus Grease na żywo. Spektakl ten w sposób perfekcyjny łączy znaną i lubianą
przez wszystkich estetykę amerykańskich lat 50. z tym co mamy współcześnie. Trudno
nie zauważyć szeregu oldschoolowych elementów kojarzących się amerykańską
kulturą okresu powojennego, takich jak samochodowe kino, maszyny do lodów,
cukierki, lizaki, rozkloszowane sukienki. Ludzie odpowiedzialni za scenografię
i kostiumy zrobili jednak fenomenalną robotę w postaci takiego dostosowania
tych wszystkich elementów, aby nie wyglądały one archaicznie. To prawda,
współczesne nastolatki w większości ubierają się do szkoły inaczej, ale gdyby
ktoś przyszedł wystrojony tak, jak bohaterowie Grease Live, raczej nie zostałby
posądzony o bycie totalnym kosmitą. Niesamowitą współczesność widać szczególnie
w trakcie promu, który na poziomie wizualnym niewiele różni się od
analogicznych imprez pokazywanych w innych filmach dla nastolatków. Dzięki
temu, nieco paradoksalnie, łatwiej nam utożsamić się z bohaterami Grease na
żywo niż z oryginalną wersją filmową.
![]() |
Przejdźmy teraz do kwestii, która
wszystkich fanów Grease interesuje chyba najbardziej. Obsady. Przypominam,
mówimy o musicalu w którym kultowe, naprawdę kultowe role zagrali John Travolta
i Olivia Newton-John. Wielu ludzi nie jest w stanie wyobrazić sobie kogokolwiek
innego jako Danny’ego Zuko i Sandy Olsson. Tym trudniejsze zadanie przypadło wycastowanym
do tych ról Aaronovi Tveitowi i Julianne Hough. Aaron jest znanym i cenionym
aktorem broadwayowskim, który szerszej publiczności dał się poznać przy okazji
roli w Les Miserables w 2012 r. (oj jakim doskonałym był on Enjolrasem). Julianne
to tancerka i piosenkarka, znana przede wszystkim z występów w amerykańskiej
wersji Dancing with the Stars. Mimo że wokalnie i aktorsko raczej nie było się
czego obawiać (to są naprawdę świetni artyści), twórcy produkcji prawdopodobnie
zdawali sobie sprawę ze skali wyzwania jakie stoi przez aktorami, dochodząc do
wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie jak najwcześniejsze zaznajomienie widzów
z wizerunkiem nowych bohaterów Grease. Szeroko zakrojona promocja wydarzenia w
mediach społecznościowych i w stacji FOX skupiała się więc głównie na Julianne
i Aaronie, pokazując ich światu jako Sandy i Zuko. Muszę powiedzieć, że taka
strategia przyniosła złote rezultaty, szczególnie w przypadku Tveita. O ile
bowiem Julianne jest naprawdę wizualnie podobna do młodej Newton-John i w sumie
trudno wyobrazić sobie kogoś kto mógłby pasować lepiej, tak Aaron, mówiąc
wprost, nie wygląda jak Travolta. Niesamowita ilość zdjęć, gifów, filmików i
blooperów wrzuconych do sieci przed premierą spektaklu zdziałała jednak cuda.
Nagle okazało się że Aaron, mimo że blondyn, inna budowa ciała, inny głos, nie
tylko świetnie odnajduje się w stylistyce przedstawienia, ale po prostu JEST
ZUKO. Jasne, można powiedzieć że Travolta zawsze pozostanie numerem jeden i
nikt nie jest w stanie go zastąpić, ale też nie taki był cel castingowy. Z
mojej strony twórcy Grease Live mają naprawdę wielki szacunek za casting Zuko, i
to nie tylko dlatego, że bardzo lubię Aarona i uważam że jest wspaniałym
aktorem musicalowym. Jest tak głownie dzięki temu, że wybrali aktora
nieoczywistego, który doskonale odnalazł się w estetyce w której się znalazł.
Odnosząc się już bezpośrednio do samego występu, mogę powiedzieć krótko - nie
zawiodłam się. Julianne nie była Olivią, ale była Sandy. Aaron nie był
Travoltą, ale był Zuko. Oboje odgrywali swoich bohaterów najlepiej jak tylko
mogli i za to należą się wielkie brawa.
![]() |
| Oni naprawdę są Sandy i Zuko. |
Nie ulega wątpliwości że Grease
Live nie byłby tak wielkim medialnym wydarzeniem gdyby nie inne głośne nazwiska
pojawiające się w obsadzie w rolach drugoplanowych. Mieliśmy znaną z High
School Musical Vanessę Hudgens jako Betty Rizzo, piosenkarkę Carly Rae Japsen w
roli Frenchy, czy też jedną z gwiazd Scream Queens, Keke Palmer, jako Marty.
Szczególne i wybitne brawa należą się tutaj Hudgens, której tata zmarł z powodu
nowotworu kilka godzin przed występem w Grease. Mimo ogromnego nieszczęścia
które ją spotkało, Vanessa pokazała się z najlepszej artystycznej strony, będąc
jedną z najbardziej energetycznych i zapadających w pamięć postaci na scenie.
Nie bez przyczyny za swoje solowe wykonanie „There Are Worse Things I Could Do”
zgarnęła ona nieporównywalne do wszystkich oklaski.
![]() |
| Vanessa Hudgens skradła show śpiewając zaledwie kilka godzin po śmierci ojca. |
A skoro mówimy już o piosenkach, podkreślić
należy jedno. Są one absolutnie perfekcyjnie wykonane i śpiewają je osoby,
które faktycznie potrafią to robić. Klasyki takie jak „Summer nights”, „You’re
the one that I want”, „We go together” sprawiają, że nóżka sama chodzi. Bardzo
fajnym w moim przekonaniu pomysłem było rozpoczęcie całego eventu od występu
Jessie J przechadzającej się za kulisami i śpiewającej piosenkę promującą
wydarzenie – „Grease in the World”. W ogóle solowe występy stanowią chyba
najmocniejszy element całego Grease Live. W recenzjach na amerykańskich portalach
dosyć często traktowane jest to jako zarzut, ale ja bym tego w ten sposób nie
odbierała. W momencie gdy do jednego przedsięwzięcia muzycznego gromadzi się
taką liczbę gwiazd i indywidualności, oczywiste jest, że każda chce pokazać coś
od siebie. Naturalne jest, że dużo łatwiej im jest im to zrobić w piosenkach
solowych, gdzie ich głos nie zlewa się z głosami innych. Takim właśnie przekonaniem
było moim zdaniem podyktowane wrzucenie do show dodatkowej zupełnie piosenki,
którą śpiewała (z resztą bardzo dobrze) Carly Rae Japsen.
![]() |
| Wokalnie naprawdę nie ma się do czego przyczepić |
Zbliżając się powoli do
podsumowania niniejszych rozważań, raz jeszcze podkreślę, że Grease Live
wyznaczył zupełnie nowe standardy tego, co można zrobić i jak można rozmawiać o
musicalach na żywo. Stacja FOX podjęła fenomenalną decyzję zamawiając nową
wersję znanego wszystkim filmu. Już teraz wiadomo, że sukces Grease na żywo
przebił poprzednie musicale pokazywane przez NBC. Siła Grease na żywo polega na
tym, że czerpiąc z klasyki pełnymi garściami, serwuje widzom zupełnie nową jakość.
To właśnie owa nowa jakość pozwala mu się bronić i nie dyskredytuje show w
oczach fanów, nawet tych którzy w dalszym ciągu uważają że Travolta jest
lepszym Zuko a Newton-John lepszą Sandy. Jedyna sensowna rada jaką mam dla Was
w tym momencie, to jak najszybsze sięgnięcie po ten wspaniały kawałek dobrej
rozrywki w amerykańskim stylu. Nie zawiedziecie się.
P.S. Dzisiaj siadam do nowego
odcinka Wojny i Pokoju. Moja zajawka na ten serial osiągnęła już jakieś
dziwne rozmiary, wczoraj w nocy śniło mi się że jeden z moich znajomych jest
Paulem Dano…






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz