o mnie

niedziela, 24 stycznia 2016

Z nutką feminizmu, czyli bohaterki filmowe które lubię najbardziej



Luźną inspiracją dla dzisiejszego wpisu była ostatnia wypowiedź premiera Kanady, Justina Trudeau, na temat feminizmu. W czasie Światowego Forum Ekonomicznego stwierdził on, że feminizm powinien przeświecać zarówno kobietom jak i mężczyznom, gdyż oznacza on równość, wolność i walkę z uprzedzeniami. Nie powinniśmy bać się tego pojęcia. Sam Justin zadeklarował, że wychowuje swoich synów zgodnie z tą postawą, a szacunek dla kobiet jest jedną z podstawowych wartości jaką powinni sobie przyswoić młodzi ludzie.

Całą wypowiedź Justina znaleźć możecie POD TYM LINKIEM
 Ciężarówka kwiatów dla Justina nie tylko za poprawne rozumienie słowa feminizm, ale też za pokazanie, że koncepcja ta jest w gruncie rzeczy prosta, nie odnosi się do ideologii i zasadniczo nie powinna podlegać żadnej dyskusji.

Feminizm postuluje równość płci, ale trzeba mieć świadomość, że to kobiety doświadczały (i doświadczają nadal) skutków braku owej równości w dużo większym stopniu niż mężczyźni. Myśląc o tym w kontekście popkulturowym, doszłam do wniosku, że zdecydowana większość postaci do których zdarza mi się publicznie wyrażać sympatię to mężczyźni. Każdy kto zna mnie z życia, albo chociaż przeczytał większość wpisów na tym blogu ma mniej więcej świadomość tego, jakich bohaterów zdarza mi się lubić. Nie mówiąc już o tym, że doskonale wiadomo kto znajduje się na liście moich ulubionych aktorów. Nie mam pojęcia czy z mojej aktywności w Internecie wynika znaczący brak sympatii do postaci żeńskich w stosunku do postaci męskich, niemniej w związku z faktem nierównej reprezentacji, postanowiłam zrobić wpis na temat moich ulubionych postaci kobiecych w filmach. Mówiąc ulubionych mam na myśli takie, z którymi jestem w stanie się utożsamić, którym kibicuję bądź które uważam za ciekawe osobowości. Szczególnie ta pierwsza kategoria jest tutaj istotna, gdyż w moim przypadku jest trochę tak, że nie do końca pasuję charakterologicznie do standardowego zestawu wzorców postaci kobiecych promowanych w kulturze popularnej. Nie oznacza to oczywiście, że trzeba utożsamiać się z postacią żeby ją polubić. Totalnie nie. Mam po prostu na myśli, że jeśli utożsamiam się z jakąś bohaterką, jej pozycja w moich oczach wzrasta o jakieś 1000%.

Zwracam uwagę, że część pojawiających się bohaterek to postaci pojawiające się w ekranizacjach książek. Nie mogę nic na to poradzić, powiem więc tyle, że w swojej ocenie opieram się w pierwszej kolejności na kreacjach filmowych. Istnieje naprawdę sporo postaci książkowych, którym filmowe odpowiedniczki nie sięgają nawet do pięt. Takie przykłady oczywiście pomijam.

Przechodząc więc do rzeczy, poniżej BARDZO SUBIEKTYWNA lista dziesięciu bohaterek filmowych, które lubię najbardziej. Spoilerów dotyczących fabuł zasadniczo nie ma, chyba że mówimy o filmach które mają po 30 lat i każdy je zna. Kolejność jest w pewnym stopniu przypadkowa. Mówię w pewnym stopniu, gdyż pozycja pierwsza zdecydowanie przypadkowa nie jest.


Marion Ravenwood
Poszukiwacze Zaginionej Arki (1981), Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki (2008). 


Moja niezdrowa obsesja na punkcie Indiany Jonesa jest faktem powszechnie znanym. Sporo osób ma również wiedzę co do tego, że Poszukiwacze Zaginionej Arki to mój ulubiony film z całej serii. Abstrahując zupełnie od Harrisona i tego co pokazuje w tejże produkcji, Poszukiwacze mają coś, czego nie mają dwa kolejne stare filmy o archeologu-poszukiwaczu przygód. Marion Ravenwood – pierwszą, jedyną i prawdziwą miłość Indiany. Patrząc na przebieg ich burzliwego co by nie mówić związku, w którym do wielkich rozstań i powrotów dochodziło co najmniej dwukrotnie (nie oszukujmy się, przerwy były raczej dłuższe niż krótsze) doskonale widać że to Indy był stroną, która zachowywała się mało dorośle i średnio odpowiedzialnie. Marion nigdy nie przestała kochać Indiany i w efekcie zawsze wybaczała mu wszelkie przewinienia, nie oznacza to jednak, że nie miała własnego rozumu i nie potrafiła poukładać sobie życia bez mężczyzny. Sceny w których Indy i Marion występują razem doskonale pokazują, jak zdecydowaną i pewną siebie była ona kobietą. Nie mam pojęcia jak to się stało że George Lucas wykreował tak dobrą, niezależną i silną postać żeńską. Biorąc pod uwagę jego późniejsze dokonania w tym uniwersum, mógł to być przypadek. No ale nie ma co dzielić skóry na niedźwiedziu. Marion jest absolutnie cudowna i tak naprawdę czasem mam wrażenie, że to bardziej dla niej niż dla Indiany oglądam Poszukiwaczy po raz kolejny w jednym miesiącu. Powrót tej bohaterki w czwartej części serii, Królestwie Kryształowej Czaszki, był chyba najlepszą decyzją scenariuszową w tej miernej skądinąd produkcji. Gdyby nie Karen Allen w roli Marion, chyba nawet Harrison nie byłby w stanie pociągnąć tego filmu. 
Tak, to zdecydowanie moja ulubiona żeńska postać filmowa. Ze wszystkich. Ever. :'))

Księżniczka Leia Organa
Gwiezdne Wojny: Nowa Nadzieja (1977), Imperium Kontratakuje (1980), Powrót Jedi (1983), Przebudzenie Mocy (2015). 


Postać absolutnie kultowa, doskonała i niedająca się nie lubić. Serio. Nie znam nikogo kto widział Gwiezdne Wojny i jest w stanie powiedzieć choć jedno złe słowo na temat Lei. Pojawienie się tej postaci wyznaczyło nowe standardy nie tylko w zakresie kina rozrywkowego w szerokim rozumieniu, ale też w zakresie tego, jaki sposób rozwinąć można sztampowy na pierwszy rzut oka wątek ratowania księżniczki z opresji. Kiedy Han i Luke przybywają z pomocą przebywającej w uwięzieniu Lei, szybko okazuje się, że to ona jest jedyną w towarzystwie osobą panującą nad sytuacją. Rzecz jasna pozostało tak aż do końca. Opanowanie, zdecydowanie i spora doza upartości to stałe cechy charakterologiczne Lei. Bohaterka nie zmieniła się pod tym względem, czego doskonały i piękny dowód mamy w Przebudzeniu Mocy.
Mówiąc o księżniczce Lei nie można nie powiedzieć o odtwórczyni jej roli - Carrie Fisher. Kiedy w wieku 19 lat otrzymała ona rolę w filmie George’a Lucasa, nie spodziewała się, że bohaterka którą przyjdzie jej zagrać wpłynie na całej jej dorosłe życie. Trudne relacje z matką, znaną aktorką Debbie Reynolds, jak również presja sławy okazały się dla Carrie zbyt dużym ciężarem. Przez lata cierpiała ona na załamanie nerwowe, wpadła w uzależnienie od od narkotyków, leków i alkoholu. Można powiedzieć, że dopiero ostatnie lata i praca nad Przebudzeniem Mocy pozwoliły jej uporać się z problemami. Powrót Lei w dobrej formie i starym stylu oraz piękne sceny między nią a Hanem to jedna z największych nagród nie tylko dla fanów księżniczki, ale tez wszystkich kibicujących Carrie.

Czarna Mamba
Kill Bill (2003), Kill Bill II (2004).


Nie oszukujmy się, jestem niepoprawną fanką Tarantino, wszystkich jego filmów i sposobu w jaki kreuje on swoich bohaterów. Nie jest tajemnicą, że reżyser ten lubuje się w silnych postaciach kobiecych. Czarna Mamba jest prawdopodobnie najbardziej zdeterminowaną i najsilniejszą z nich wszystkich. Idealnie pokazuje ona co oznacza kobieca zemsta, doskonale balansując między cechami bohaterki typowo kobiecej a klasycznym filmowym badassem. Bez wątpienia można podziwiać ją za determinację, odwagę i pewność siebie w celu do którego dąży. Nawet jeśli nie pała się do Czarnej Mamby jakąś wybitną sympatią, nie można nie docenić sposobu w jaki napisana i zagrana jest ta postać. Nie ma się co dziwić, że odgrywająca główną rolę w Kill Billu Uma Turman stała się jedną z muz Tarantino.  W 2003 roku, w momencie gdy pierwsza część filmu weszła na ekrany, okrzyknięto go jednym z najdoskonalszych manifestów feministycznych w kinie rozrywkowym.

Eponina Thénardier
Les Misérables. Nędznicy (2012). 

Co tu dużo mówić. Kocham Les Misérables. Zarówno książkę jak i wersje teatralne i filmowe. Niezależnie po którą z wersji sięgam, postacią do której żywię zdecydowanie najwięcej sympatii jest Eponina – rozpieszczana w dzieciństwie najstarsza córka karczmarzy Thénardierów, jako nastolatka zmuszona do żebractwa i kradzieży. Bohaterka ta bardzo często pomijana jest w dyskusjach nad fabułą Nędzników, ustępując miejsca innym postaciom kobiecym, takim jak Cosette czy Fantine. Mówiąc szczerze dziwi mnie to, szczególnie biorąc pod uwagę, że w musicalu stanowi ona jedną z postaci z pierwszej linii fabularnej. Co więcej, posiada ona mocno zarysowany, odrębny i tragiczny w gruncie rzeczy wątek. W moim przekonaniu jest ona zdecydowanie najciekawszą z punktu widzenia współczesnego widza (i czytelnika) postacią Les Mis – historia jej nieszczęśliwej miłości i poświęcenia w imię dobra osób trzecich stanowi przejmującą figurę z którą wbrew pozorom identyfikuje się całkiem spora liczba młodych kobiet.
Jako iż wpis jest o bohaterkach filmowych, nie mogę tutaj nie wspomnieć o filmowej adaptacji musicalu z 2012 roku. Robię to głównie dlatego, że w moim przekonaniu widzieliśmy w niej najlepszą Eponinę w historii ekranizacji powieści Victora Hugo. Brawa dla odgrywającej tę rolę Samanthy Barks. Warto wspomnieć, że zanim aktorka ta dostała rolę w filmie Toma Hoopera, grała Eponinę na deskach londyńskich teatrów. Udało jej się stworzyć kreację przejmującą, w sposób idealny oddając emocje targające tą postacią. O walorach głosowych Barks wypowiadać się nie trzeba, bo jako jedyna z pierwszoplanowych postaci w owym filmie miała ona faktycznie doświadczenie musicalowe.

Juno MacGuff.
Juno (2007). 


Tytułowa bohaterka filmu Jesona Retmana to wesoła uczennica, która w wieku 16 lat zachodzi w ciążę. Ukazana w filmie historia jest ciągiem niełatwych decyzji, jakie podjąć musi dziewczyna postawiona przed problemami przerastającymi przeciętnych nastolatków. Mimo trudnej sytuacji w jakiej znalazła się Juno, nie traci ona pogody ducha, zachowując się wyjątkowo dojrzale jak na swój wiek. Trzeba podkreślić, że sama fabuła nie uderza w moralizatorskie tony, nie wywołuje w widzach dziwnych wyrzutów sumienia ani nie prowokuje współczucia dla bohaterki. W dużym stopniu to właśnie na tym polega siła samej Juno, przez cały czas trwania filmu będącej nikim innym jak normalną amerykańską nastolatką w nietypowej sytuacji.  Bohaterka ta nie daje się nie lubić, a sposób w jaki radzi sobie z wyzwaniem dobitnie pokazuje, że do każdego, nawet najpoważniejszego problemu należy podchodzić w sposób racjonalny i spokojny. Kluczem do sukcesu jest wsparcie ze strony otoczenia i odrobina optymizmu.

Jill Pollard
 Nieracjonalny Mężczyzna (2015).


O ile najnowszy film Woody’ego Allena uważam za dzieło co najmniej średnie, nie mogę ukrywać sympatii do Jill – głównej bohaterki Nieracjonalnego Mężczyzny.  Jill jest ambitną studentką jednego z amerykańskich uniwersytetów, która pod wpływem fascynacji intelektualnej angażuje się w romans z jednym ze swoich wykładowców, Abem Lucasem. Jak to u Allena, cała sprawa ma swój słodko-gorzki charakter, a nic nie kończy się tak, jak bohaterowie by sobie tego życzyli. Mimo to, jako że sama jestem osobą w jakimś stopniu związaną z uczelnią, przemawia do mnie postać studentki poszukującej naukowego autorytetu (abstrahując oczywiście od tego do czego te poszukiwania prowadzą...). Tym bardziej że nie jest ona w tenże autorytet ślepo zapatrzona. Kiedy w związku Jill i Abe’a zaczyna robić się nieprzyjemnie, bohaterka podchodzi do sprawy bardzo trzeźwo, na pierwszym miejscu stawiając uczciwość wobec siebie i wobec innych ludzi. Mimo że uwielbiam Joaquina Phoenixa, to dla Emmy Stone i jej bohaterki warto było oglądać Nieracjonalnego Mężczyznę. I to oglądać więcej niż raz.

Clarice Starling
Milczenie Owiec (1991).


Tutaj sytuacja jest ciekawa, bo Starling to chyba jedyna wykreowana przez Jodie Foster bohaterka filmowa, którą szczerze lubię. Agentka FBI pokazana jest w filmie jako postać zdecydowana i niezwykle ambitna. Tym co urzeka w Starling nie jest jedynie profesjonalne podejście do wykonywanego zawodu, ale również niezwykła umiejętność słuchania i rozmowy z ludźmi. Pamiętajmy, Clarice jest jedyną osobą której udało się nawiązać relację z Hannibalem Lecterem. To właśnie konfrontacje między seryjnym mordercą a agentką federalną stanowią narzędzie pozwalające widzowi poznać Starling. Trzeba jednak podkreślić, że bohaterka ta broni się również w scenach solowych – szczególnie pod koniec filmu. Mimo genialnej kreacji Hopkinsa, oglądając Milczenie Owiec nie jestem w stanie nie kibicować Clarice. Przede wszystkim dlatego, że jako postać łączy ona cechy dobrego stróża prawa i zwykłego, najnormalniejszego człowieka. Nie trzeba być nadczłowiekiem aby być dobrym policjantem. Starling jest jednostką niewątpliwie zdolną, ale niespecjalnie wybija się ponad tłum. Jej sukces to przede wszystkim efekt ciężkiej pracy. Widać wyraźnie, że nie pozostaje ona całkowicie odporna na manipulację emocjonalną i inne psychologiczne zagrywki Lectera. Mimo to stara się, pracuje i osiąga sukces. 

Dobra, to na dzisiaj tyle. Lista nie jest zbyt długa, ale za to konkretna i stworzona totalnie nie na siłę.

P.S. Słabo mi idzie oglądanie oscarowych filmów, co wynika z faktu, że wieczorami cisnę seriale. Cóż. Story of my life. Pewnie skończy się tak, że będę wszystko nadrabiać na szybko tydzień przed ceremonią.

ALE NIENAWISTNĄ ÓSEMKĘ OGLĄDAJCIE.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz