Luźną inspiracją dla dzisiejszego wpisu była ostatnia wypowiedź premiera Kanady, Justina Trudeau, na temat feminizmu. W czasie Światowego Forum
Ekonomicznego stwierdził on, że feminizm powinien przeświecać zarówno kobietom
jak i mężczyznom, gdyż oznacza on równość, wolność i walkę z uprzedzeniami. Nie
powinniśmy bać się tego pojęcia. Sam Justin zadeklarował, że wychowuje swoich synów
zgodnie z tą postawą, a szacunek dla kobiet jest jedną z podstawowych wartości
jaką powinni sobie przyswoić młodzi ludzie.
![]() |
| Całą wypowiedź Justina znaleźć możecie POD TYM LINKIEM |
Ciężarówka kwiatów dla Justina nie tylko za poprawne rozumienie słowa
feminizm, ale też za pokazanie, że koncepcja ta jest w gruncie rzeczy prosta,
nie odnosi się do ideologii i zasadniczo nie powinna podlegać żadnej dyskusji.
Feminizm postuluje równość płci, ale trzeba mieć świadomość, że to
kobiety doświadczały (i doświadczają nadal) skutków braku owej równości w dużo
większym stopniu niż mężczyźni. Myśląc o tym w kontekście popkulturowym,
doszłam do wniosku, że zdecydowana większość postaci do których zdarza mi się
publicznie wyrażać sympatię to mężczyźni. Każdy kto zna mnie z życia, albo
chociaż przeczytał większość wpisów na tym blogu ma mniej więcej świadomość
tego, jakich bohaterów zdarza mi się lubić. Nie mówiąc już o tym, że doskonale
wiadomo kto znajduje się na liście moich ulubionych aktorów. Nie mam pojęcia
czy z mojej aktywności w Internecie wynika znaczący brak sympatii do postaci
żeńskich w stosunku do postaci męskich, niemniej w związku z faktem nierównej
reprezentacji, postanowiłam zrobić wpis na temat moich ulubionych postaci
kobiecych w filmach. Mówiąc ulubionych mam na myśli takie, z którymi jestem w
stanie się utożsamić, którym kibicuję bądź które uważam za ciekawe osobowości.
Szczególnie ta pierwsza kategoria jest tutaj istotna, gdyż w moim przypadku
jest trochę tak, że nie do końca pasuję charakterologicznie do standardowego
zestawu wzorców postaci kobiecych promowanych w kulturze popularnej. Nie
oznacza to oczywiście, że trzeba utożsamiać się z postacią żeby ją polubić.
Totalnie nie. Mam po prostu na myśli, że jeśli utożsamiam się z jakąś
bohaterką, jej pozycja w moich oczach wzrasta o jakieś 1000%.
Zwracam uwagę, że część pojawiających się bohaterek to postaci
pojawiające się w ekranizacjach książek. Nie mogę nic na to poradzić, powiem
więc tyle, że w swojej ocenie opieram się w pierwszej kolejności na kreacjach
filmowych. Istnieje naprawdę sporo postaci książkowych, którym filmowe odpowiedniczki
nie sięgają nawet do pięt. Takie przykłady oczywiście pomijam.
Przechodząc więc do rzeczy, poniżej BARDZO SUBIEKTYWNA lista
dziesięciu bohaterek filmowych, które lubię najbardziej. Spoilerów dotyczących
fabuł zasadniczo nie ma, chyba że mówimy o filmach które mają po 30 lat i każdy
je zna. Kolejność jest w pewnym stopniu przypadkowa. Mówię w pewnym stopniu,
gdyż pozycja pierwsza zdecydowanie przypadkowa nie jest.
Marion Ravenwood
Poszukiwacze Zaginionej Arki (1981), Indiana Jones i Królestwo
Kryształowej Czaszki (2008).
![]() |
Moja niezdrowa obsesja na punkcie Indiany Jonesa jest faktem
powszechnie znanym. Sporo osób ma również wiedzę co do tego, że Poszukiwacze
Zaginionej Arki to mój ulubiony film z całej serii. Abstrahując zupełnie od
Harrisona i tego co pokazuje w tejże produkcji, Poszukiwacze mają coś, czego
nie mają dwa kolejne stare filmy o archeologu-poszukiwaczu przygód. Marion
Ravenwood – pierwszą, jedyną i prawdziwą miłość Indiany. Patrząc na przebieg
ich burzliwego co by nie mówić związku, w którym do wielkich rozstań i powrotów
dochodziło co najmniej dwukrotnie (nie oszukujmy się, przerwy były raczej
dłuższe niż krótsze) doskonale widać że to Indy był stroną, która
zachowywała się mało dorośle i średnio odpowiedzialnie. Marion nigdy nie
przestała kochać Indiany i w efekcie zawsze wybaczała mu wszelkie przewinienia,
nie oznacza to jednak, że nie miała własnego rozumu i nie potrafiła poukładać
sobie życia bez mężczyzny. Sceny w których Indy i Marion występują razem
doskonale pokazują, jak zdecydowaną i pewną siebie była ona kobietą. Nie mam
pojęcia jak to się stało że George Lucas wykreował tak dobrą, niezależną i
silną postać żeńską. Biorąc pod uwagę jego późniejsze dokonania w tym
uniwersum, mógł to być przypadek. No ale nie ma co dzielić skóry na niedźwiedziu.
Marion jest absolutnie cudowna i tak naprawdę czasem mam wrażenie, że to
bardziej dla niej niż dla Indiany oglądam Poszukiwaczy po raz kolejny w jednym
miesiącu. Powrót tej bohaterki w czwartej części serii, Królestwie Kryształowej
Czaszki, był chyba najlepszą decyzją scenariuszową w tej miernej skądinąd
produkcji. Gdyby nie Karen Allen w roli Marion, chyba nawet Harrison nie byłby
w stanie pociągnąć tego filmu.
Tak, to zdecydowanie moja ulubiona żeńska postać filmowa. Ze wszystkich. Ever. :'))
Księżniczka Leia Organa
Gwiezdne Wojny: Nowa Nadzieja (1977), Imperium Kontratakuje (1980),
Powrót Jedi (1983), Przebudzenie Mocy (2015).
![]() |
Postać absolutnie kultowa, doskonała i niedająca się nie lubić. Serio.
Nie znam nikogo kto widział Gwiezdne Wojny i jest w stanie powiedzieć choć
jedno złe słowo na temat Lei. Pojawienie się tej postaci wyznaczyło nowe
standardy nie tylko w zakresie kina rozrywkowego w szerokim rozumieniu, ale też
w zakresie tego, jaki sposób rozwinąć można sztampowy na pierwszy rzut oka
wątek ratowania księżniczki z opresji. Kiedy Han i Luke przybywają z pomocą
przebywającej w uwięzieniu Lei, szybko okazuje się, że to ona jest jedyną w
towarzystwie osobą panującą nad sytuacją. Rzecz jasna pozostało tak aż do
końca. Opanowanie, zdecydowanie i spora doza upartości to stałe cechy
charakterologiczne Lei. Bohaterka nie zmieniła się pod tym względem, czego
doskonały i piękny dowód mamy w Przebudzeniu Mocy.
Mówiąc o księżniczce Lei nie można nie powiedzieć o odtwórczyni jej
roli - Carrie Fisher. Kiedy w wieku 19 lat otrzymała ona rolę w filmie George’a
Lucasa, nie spodziewała się, że bohaterka którą przyjdzie jej zagrać wpłynie na
całej jej dorosłe życie. Trudne relacje z matką, znaną aktorką Debbie Reynolds,
jak również presja sławy okazały się dla Carrie zbyt dużym ciężarem. Przez lata
cierpiała ona na załamanie nerwowe, wpadła w uzależnienie od od narkotyków,
leków i alkoholu. Można powiedzieć, że dopiero ostatnie lata i praca nad
Przebudzeniem Mocy pozwoliły jej uporać się z problemami. Powrót Lei w dobrej
formie i starym stylu oraz piękne sceny między nią a Hanem to jedna z
największych nagród nie tylko dla fanów księżniczki, ale tez wszystkich
kibicujących Carrie.
Czarna Mamba
Kill Bill (2003),
Kill Bill II (2004).
Nie oszukujmy się, jestem niepoprawną fanką Tarantino, wszystkich jego
filmów i sposobu w jaki kreuje on swoich bohaterów. Nie jest tajemnicą, że
reżyser ten lubuje się w silnych postaciach kobiecych. Czarna Mamba jest
prawdopodobnie najbardziej zdeterminowaną i najsilniejszą z nich wszystkich. Idealnie
pokazuje ona co oznacza kobieca zemsta, doskonale balansując między cechami
bohaterki typowo kobiecej a klasycznym filmowym badassem. Bez wątpienia można
podziwiać ją za determinację, odwagę i pewność siebie w celu do którego dąży. Nawet
jeśli nie pała się do Czarnej Mamby jakąś wybitną sympatią, nie można nie
docenić sposobu w jaki napisana i zagrana jest ta postać. Nie ma się co dziwić,
że odgrywająca główną rolę w Kill Billu Uma Turman stała się jedną z muz Tarantino.
W 2003 roku, w momencie gdy pierwsza
część filmu weszła na ekrany, okrzyknięto go jednym z najdoskonalszych
manifestów feministycznych w kinie rozrywkowym.
Eponina Thénardier
Les Misérables. Nędznicy (2012).
Les Misérables. Nędznicy (2012).
Co tu dużo mówić. Kocham Les Misérables. Zarówno książkę jak i wersje teatralne i
filmowe. Niezależnie po którą z wersji sięgam, postacią do której żywię
zdecydowanie najwięcej sympatii jest Eponina – rozpieszczana w dzieciństwie
najstarsza córka karczmarzy Thénardierów, jako nastolatka
zmuszona do żebractwa i kradzieży. Bohaterka ta bardzo często pomijana jest w
dyskusjach nad fabułą Nędzników, ustępując miejsca innym postaciom kobiecym,
takim jak Cosette czy Fantine. Mówiąc szczerze dziwi mnie to, szczególnie
biorąc pod uwagę, że w musicalu stanowi ona jedną z postaci z pierwszej linii
fabularnej. Co więcej, posiada ona mocno zarysowany, odrębny i tragiczny w
gruncie rzeczy wątek. W moim przekonaniu jest ona zdecydowanie najciekawszą z
punktu widzenia współczesnego widza (i czytelnika) postacią Les Mis –
historia jej nieszczęśliwej miłości i poświęcenia w imię dobra osób trzecich
stanowi przejmującą figurę z którą wbrew pozorom identyfikuje się całkiem spora
liczba młodych kobiet.
Jako iż wpis jest o bohaterkach filmowych, nie mogę tutaj nie wspomnieć
o filmowej adaptacji musicalu z 2012 roku. Robię to głównie dlatego, że w moim
przekonaniu widzieliśmy w niej najlepszą Eponinę w historii ekranizacji
powieści Victora Hugo. Brawa dla odgrywającej tę rolę Samanthy Barks. Warto
wspomnieć, że zanim aktorka ta dostała rolę w filmie Toma Hoopera, grała
Eponinę na deskach londyńskich teatrów. Udało jej się stworzyć kreację
przejmującą, w sposób idealny oddając emocje targające tą postacią. O walorach
głosowych Barks wypowiadać się nie trzeba, bo jako jedyna z pierwszoplanowych
postaci w owym filmie miała ona faktycznie doświadczenie musicalowe.
Juno MacGuff.
Juno (2007).
![]() |
Tytułowa bohaterka filmu Jesona Retmana to wesoła uczennica, która w
wieku 16 lat zachodzi w ciążę. Ukazana w filmie historia jest ciągiem
niełatwych decyzji, jakie podjąć musi dziewczyna postawiona przed problemami
przerastającymi przeciętnych nastolatków. Mimo trudnej sytuacji w jakiej
znalazła się Juno, nie traci ona pogody ducha, zachowując się wyjątkowo
dojrzale jak na swój wiek. Trzeba podkreślić, że sama fabuła nie uderza w
moralizatorskie tony, nie wywołuje w widzach dziwnych wyrzutów sumienia ani nie
prowokuje współczucia dla bohaterki. W dużym stopniu to właśnie na tym polega
siła samej Juno, przez cały czas trwania filmu będącej nikim innym jak normalną
amerykańską nastolatką w nietypowej sytuacji.
Bohaterka ta nie daje się nie lubić, a sposób w jaki radzi sobie z
wyzwaniem dobitnie pokazuje, że do każdego, nawet najpoważniejszego problemu
należy podchodzić w sposób racjonalny i spokojny. Kluczem do sukcesu jest
wsparcie ze strony otoczenia i odrobina optymizmu.
Jill Pollard
Nieracjonalny Mężczyzna (2015).
![]() |
O ile najnowszy film Woody’ego Allena uważam za dzieło co najmniej
średnie, nie mogę ukrywać sympatii do Jill – głównej bohaterki Nieracjonalnego Mężczyzny. Jill jest ambitną studentką
jednego z amerykańskich uniwersytetów, która pod wpływem fascynacji
intelektualnej angażuje się w romans z jednym ze swoich wykładowców, Abem
Lucasem. Jak to u Allena, cała sprawa ma swój słodko-gorzki charakter, a nic
nie kończy się tak, jak bohaterowie by sobie tego życzyli. Mimo to, jako że
sama jestem osobą w jakimś stopniu związaną z uczelnią, przemawia do mnie
postać studentki poszukującej naukowego autorytetu (abstrahując oczywiście od tego do czego te poszukiwania prowadzą...). Tym bardziej że nie jest
ona w tenże autorytet ślepo zapatrzona. Kiedy w związku Jill i Abe’a zaczyna
robić się nieprzyjemnie, bohaterka podchodzi do sprawy bardzo trzeźwo, na
pierwszym miejscu stawiając uczciwość wobec siebie i wobec innych ludzi. Mimo
że uwielbiam Joaquina Phoenixa, to dla Emmy Stone i jej bohaterki warto było
oglądać Nieracjonalnego Mężczyznę. I to oglądać więcej niż raz.
Clarice Starling
Milczenie Owiec (1991).
![]() |
Tutaj sytuacja jest ciekawa, bo Starling to chyba jedyna wykreowana przez
Jodie Foster bohaterka filmowa, którą szczerze lubię. Agentka FBI
pokazana jest w filmie jako postać zdecydowana i niezwykle ambitna. Tym co
urzeka w Starling nie jest jedynie profesjonalne podejście do wykonywanego
zawodu, ale również niezwykła umiejętność słuchania i rozmowy z ludźmi. Pamiętajmy,
Clarice jest jedyną osobą której udało się nawiązać relację z Hannibalem
Lecterem. To właśnie konfrontacje między seryjnym mordercą a agentką federalną
stanowią narzędzie pozwalające widzowi poznać Starling. Trzeba jednak
podkreślić, że bohaterka ta broni się również w scenach solowych – szczególnie
pod koniec filmu. Mimo genialnej kreacji Hopkinsa, oglądając Milczenie Owiec
nie jestem w stanie nie kibicować Clarice. Przede wszystkim dlatego, że jako
postać łączy ona cechy dobrego stróża prawa i zwykłego, najnormalniejszego
człowieka. Nie trzeba być nadczłowiekiem aby być dobrym policjantem. Starling
jest jednostką niewątpliwie zdolną, ale niespecjalnie wybija się ponad tłum.
Jej sukces to przede wszystkim efekt ciężkiej pracy. Widać wyraźnie, że nie
pozostaje ona całkowicie odporna na manipulację emocjonalną i inne
psychologiczne zagrywki Lectera. Mimo to stara się, pracuje i osiąga sukces.
Dobra, to na dzisiaj tyle. Lista nie jest zbyt długa, ale za to
konkretna i stworzona totalnie nie na siłę.
P.S. Słabo mi idzie oglądanie oscarowych filmów, co wynika z faktu, że
wieczorami cisnę seriale. Cóż. Story of my life. Pewnie skończy się tak, że
będę wszystko nadrabiać na szybko tydzień przed ceremonią.
ALE NIENAWISTNĄ ÓSEMKĘ OGLĄDAJCIE.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz