o mnie

czwartek, 16 czerwca 2016

Tylko orków szkoda, czyli o Warcraft: Początek [recenzja]



Mówiąc szczerze, już same trailery filmu Warcraft: Początek wywarły na mnie średnie wrażenie, a fala krytycznych recenzji, pojawiających się zarówno w polskim, jak i światowym Internecie, utwierdzały w bezpiecznym przekonaniu, że nie ma co sobie zawracać głowy kolejną mierną ekranizacją gier komputerowych. W ostatnich (dosłownie) dniach jednak, trafiłam na szereg opinii, jakoby Warcraft nie był wcale taką złą produkcją, i jakoby nadawał się do oglądania z całkiem sporą przyjemnością. Postanowiłam więc zaryzykować, tanie środy w Cinema City, 15 złotych można potencjalnie wyrzucić w błoto. No cóż. To było błoto po kolana. Zupełnie nie rozumiem skąd wzięły się słowa pochwały nad tą produkcją. Dawno nie oglądałam tak złego, nudnego i nic niewnoszącego filmu.

Wpis nie zawiera spoilerów dotyczących fabuły, gdyż w tym filmie fabuły nie ma.

piątek, 3 czerwca 2016

Dziesięć postaci epizodycznych i drugoplanowych, które lubię najbardziej

Wczoraj, oglądając po raz kolejny Bękarty Wojny, przyszedł mi do głowy pomysł na wpis. Dzisiaj więc trochę o moich ulubionych bohaterach z drugiego, trzeciego, piątego planu. Zastanawiałam się, czy tworzenie tego typu listy w ogóle ma sens, ale po głębszym zbadaniu sprawy zauważyłam rzecz ciekawą. A mianowicie, zaskakująco wiele takich postaci pojawia się w produkcjach za którymi nie przepadam, nudzą mnie, oglądam z przyzwyczajenia. To dość niebywałe, że postać migająca na ekranie przez kilkanaście procent czasu ekranowego potrafi tak mocno przekonywać do oglądania całości (tudzież stwierdzenia, że dana produkcja wcale nie jest aż taka zła).
Wybrałam przykłady zarówno z filmów, co i z seriali. W zestawieniu pojawiają się zarówno postacie epizodyczne, jak też i sukcesywnie pokazywane na ekranie, odgrywające jednak rolę drugoplanową w stosunku do głównych bohaterów. Jak widać przeważają mężczyźni. Nie oznacza to oczywiście, że z zasady nie lubię postaci kobiecych (pisałam nawet o tym wpis w tematyce filmów) niemniej w moim przekonaniu (co niestety jest dość smutną konkluzją) dużo trudniej jest stworzyć dobrą, zapadającą w pamięć epizodyczną rolę żeńską, niż analogiczną rolę męską. Oczywiście można tu polemizować, bo każdy szuka w bohaterach czegoś innego. Z mojego punktu widzenia jest jednak jak jest.

Enjoy.

poniedziałek, 23 maja 2016

Henryk, proszę cię, nie rób tego, czyli kilka wniosków po premierze X-Men: Apocalypse [recenzja]



Na najnowszy film Bryana Singera szłam z bardzo ambiwalentnym nastawieniem, nie spodziewając się cudów, ale mimo wszystko licząc na dobrą zabawę. Podejście to okazało się słuszne, bo mimo że radości miałam sporo, X-Men: Apocalypse to obiektywnie film średni. Ma on kilka fajnych momentów, które z pewnością spodobają się zarówno fanom komiksów, co i kina superbohaterskiego, ale też wiele totalnie żenujących rozwiązań. 

W recenzji nie ma spoilerów, chyba że nie wiecie zupełnie nic o tym filmie. Nie wykraczam na płaszczyźnie treści poza to, co znamy już z trailerów, a wpis potraktujcie w związku z tym raczej jako zbiór luźnych wniosków. 

wtorek, 17 maja 2016

Gdy rozum śpi, budzą się demony, czyli "High-Rise" Bena Wheatleya [recenzja]



W swoich dotychczasowych filmach, Ben Wheatley przyzwyczaił nas nie tylko do specyficznej, nieco niepokojącej atmosfery, ale i pokazywania na ekranie mało znanych szerszej publiczności aktorów. Informacja o zaprzęgnięciu do jego najnowszej produkcji nazwisk takich jak Tom Hiddleston, Jeremy Irons, Luke Evans, Elizabeth Moss czy Sienna Miller zelektryzowała fanów kina, i to nie tylko tych szczególnie zainteresowanych twórczością Wheatleya. 

High-Rise udało mi się zobaczyć dopiero niedawno, co wynika ze sporego opóźnienia hiszpańskiej premiery w stosunku do reszty Europy, w tym Polski. Wyszłam z kina z bardzo mieszanymi uczuciami. Nastawiałam się na arcydzieło, a dostałam film, który co prawda powala wizualnie, ale fabularnie wydaje się pusty. 


poniedziałek, 9 maja 2016

We fight, czyli Kapitan Ameryka: Civil War [recenzja]



Kapitan Ameryka Civil War to jeden z najbardziej oczekiwanych blockbusterów tego roku. Wielu zastanawiało się, czy eksperyment włączenia do jednej historii kilkunastu superbohaterów, z których praktycznie każdy mógłby mieć własny film, powiedzie się. Powiem wprost. Nie jest źle. Nie ulega wątpliwości, iż film braci Russo jest najlepszym co wyprodukował Marvel Cinematic Universe od lat, a zdaniem wielu to w ogóle numer jeden w kategorii kina superbohaterskiego. Civil War to produkcja dynamiczna, pomimo swoich 2 godzin i 26 minut pozbawiona dłużyzn, doskonale wykorzystująca klasowych aktorów i imponująca efektami specjalnymi. Film ma bardzo wiele plusów, jednak w ostatecznym rozrachunku twórcy nie ustrzegli się kilku błędów. Wyszłam z najnowszego Kapitana Ameryki zadowolona, jednak w dalszym ciągu uważam, że najlepszą produkcją Marvela jest Zimowy Żołnierz



czwartek, 5 maja 2016

Sense8, czyli wolność, równość i braterstwo [recenzja]



Mam świadomość, że stworzyłam trochę wpis-dinozaura, bo premiera pierwszego sezonu Sense8 miała miejsce prawie rok temu. Produkcja rodzeństwa (teraz już sióstr) Wachowskich zjednała sobie Internet w błyskawicznym tempie, podbijając tumblra i serca nałogowo wciągających Netflixa widzów. Już w wakacje byłam świadkiem wirtualnego szaleństwa towarzyszącego Sense8, ale przez pierwsze kilka miesięcy nie mogłam się zabrać za oglądanie. Całość sezonu skończyłam kilkanaście dni temu, jest to więc dla mnie produkcja stosunkowo świeża. Wydaje mi się że jednak, że mimo obsuwy czasowej warto o Sense8 napisać, bo to jeden z najoryginalniejszych seriali jaki widział świat w ostatnich latach. Zrobił on na mnie bardzo duże wrażenie, mimo iż, jak to z produkcjami Wachowskich bywa, opinie są bardzo podzielone. 

Spoilerów co do treści nie ma, z resztą sama specyfika serialu jest taka, że trudno cokolwiek spolerować.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Nowy rok, stara bida, czyli po premierze szóstego sezonu Gry o Tron [recenzja]



Za nami premiera szóstego sezonu Gry o Tron. Serial, który już rok temu stracił jakiekolwiek prawa do określania siebie mianem dobrej telewizji, już na wstępie nie omieszkał przypomnieć wszystkim, dlaczego na produkcję tę lepiej jest spuścić niekończącą się zasłonę milczenia. Najnowszy odcinek ze zdwojoną siłą powielił żenujące schematy sezonu piątego, a twórcy serialu, David Benioff i David Weiss, po raz kolejny pokazali, że jedyną wartością Gry o Tron jest wszechobecny szok, zniszczenie i coraz bardziej wymyślne śmierci. Wszystko to kosztem spójności fabularnej i psychologicznej bohaterów. Niby nie było złudzeń że tak właśnie będzie, ale niesmak towarzyszący przekonaniu się o kolejnej bezczelności scenarzystów naprawdę przechodzi ludzkie pojęcie. 

Tylko aktorów szkoda.
Wbrew temu co zapowiadałam, nie będę pisać co odcinek o szóstym sezonie Gry o Tron. Nie widzę sensu kopania leżącego, tworzenia sztucznej napinki „OMG, WTF, CO ONI ZROBILI?”, bo każdy z nas wie, że w tym serialu stać się może wszystko, a granice naszej wyobraźni nie są granicami których nie przekroczyliby D&D. Poprzeczka postawiona jest wysoko, bo pamiętajmy, mówimy o serialu w którym na oczach widzów mordowano kobiety w ciąży, gwałcono nastolatki, a rodzice palili dziecko na stosie.

Być może napiszę coś pod koniec sezonu, ale to na zasadzie śmiania się z siebie samej, że myśląc rok nie wymyśliłam rzeczy, które scenarzyści upchnęli w dziesięciu odcinkach. D&D zdołali zażenować mnie już na starcie, nie ma sensu więc zastanawianie się, co będzie dalej. 

Wpis zawiera informacje dotyczące wydarzeń z sezonów 1-5, a na pewnym etapie także spoilery z pierwszego odcinka szóstego sezonu. W stosownym miejscu będzie informacja o tychże spoilerach.