o mnie

piątek, 26 lutego 2016

Osiem powodów dla których warto oglądać Oscary




Tegoroczna ceremonia rozdania Oscarów coraz bliżej. Część z Was zastanawia się pewnie, czy warto zarywać noc, poświęcić te godziny snu z niedzieli na poniedziałek i obejrzeć uroczystość na żywo.

Poniżej przedstawiam więc osiem powodów mogących ułatwić Wam podjęcie tej decyzji.


Bo to najważniejsza nagroda filmowa
Każdy człowiek filmu chciałby takie zdjęcie.
Nie oszukujmy się. Można hejtować do woli, ale Oscary są najważniejszą nagrodą filmową. Najbardziej znaną, najbardziej prestiżową i zdecydowanie najbardziej pożądaną. Ceremonia przyznawania Oscarów transmitowana jest na żywo praktycznie na całym świecie, a miliony ludzi zasiadają przed telewizorami żeby ją oglądać. Niezależnie od strefy czasowej. Poza tym, sam fakt, że istnieje w debacie publicznej dyskusja na temat ich realnego znaczenia, zasadniczo dowodzi tego, jak bardzo są ważne.

Bo wszyscy mówią o zwycięzcach i przegranych
Wyścig okładek zaczyna się jeszcze przed ceremonią.

Żadne inne nagrody filmowe nie przyciągają takiego zainteresowania opinii publicznej jak właśnie Oscary. Jeśli nie ma trzęsienia ziemi, żałoby narodowej, ataku terrorystycznego bądź Polacy akurat nie wygrają w piłkę nożną, informacje o przyznanych złotych statuetkach są pierwszymi jakie wyświetlają się na pasku telewizji informacyjnych. Jestem przekonana, że każdy kto czyta ten wpis, dzień po Oscarach będzie mieć facebooka zalanego newsami o ceremonii. Nie ma możliwości aby odciąć się od tej tematyki, czemu więc nie zasięgnąć informacji z pierwszej ręki i nie zasiąść do oglądania gali. Tę jedną noc w roku zdecydowanie warto poświęcić.

Bo samą ceremonię poprzedza kilka godzin czerwonego dywanu
Oto mamy przykład czerwonego dywanu z ładnymi ludźmi w ładnych ubraniach.
Dla wielu jest to argument ostateczny, ważniejszy nawet od samej gali. Kreacje gwiazd na czerwonym dywanie budzą niesamowite emocje, a dyskusje na temat tego która aktorka zaprezentowała się najlepiej, która totalnie nie trafiła z doborem sukni, która miała dobrą fryzurę a która coś dziwnego na głowie, rozpalają do czerwoności. Komentarze na temat oscarowych kreacji pojawiają się na stronach najbardziej luksusowych magazynów poświęconych modzie i kulturze, takich jak (przykładowo) Vogue czy Vanity Fair. Warto więc owym kreacjom się przyglądnąć i wyrobić sobie własne zdanie. Nie muszę podkreślać, że o wiele łatwiej i przyjemniej będzie czynić to w czasie rzeczywistym, mając przed sobą ruszający się obraz, a nie jedynie mniej bądź bardziej udane zdjęcia.

Bo mamy ciekawego prowadzącego
W tym roku ceremonię poprowadzi Chris Rock.
Nie ma gali wręczania Oscarów bez (bardziej bądź mniej) charyzmatycznego prowadzącego. Może nie wszyscy zdają sobie sprawę, ale od poziomu konferansjerki w bardzo dużym stopniu zależy powodzenie całej gali. Sposób prezentowania przez hosta monologów, poruszane przez niego tematy, wygłoszone żarty czy interakcja z publicznością co roku bardzo się od siebie różnią, stanowiąc element pozwalający odróżnić jedną galę od drugiej w stopniu równie istotnym, co ze względu na nominowane w każdym roku filmy. Co za tym idzie, prowadzący ceremonię jest za swoją pracę wnikliwie oceniany przez media i komentatorów z całego świata. W tym roku galę rozdania Oscarów poprowadzi Chris Rock, amerykański aktor znany bardziej z kariery komika. Swego czasu prowadził on nawet swój autorski program „Chris Rock Live”. Co ciekawe, 11 lat temu występował on już w roli oscarowego hosta, zbierając pozytywne recenzje. Nie korci Was aby przekonać się jak wypadnie w tym roku?

Bo warto słuchać przemówień zwycięzców
Przemówienie Roberta Benigniego zapisało się w historii Oscarów jako jedno z najbardziej pamiętnych.
Przemówienia to element, który na żywo wzbudza zdecydowanie większe emocje niż później przy oglądaniu z youtube'a. Zawsze fascynowało mnie, jak różne podejścia do podziękowań mają gwiazdy odbierające nagrody. Szkoły są zasadniczo dwie (ale dzielą się na kolejne podgrupy). A mianowicie, można albo mówić z głowy, albo czytać z kartki. W sumie zawsze bardziej trafia do mnie ta pierwsza metoda, nawet jeśli wiąże się ona z totalnym chaosem w przemówieniu i randomowym wypowiadaniem wszystkich imion i nazwisk ludzi, których wymienić należy. Mam bardzo mieszane uczucia w stosunku do nagrodzonych dziękujących według spisanej na kartce listy, a już nie daj boże czytających z kartki jakieś całościowo ułożone podziękowania. Nie, to wcale nie dlatego że uważam, że mając nominację głupio zakładać że się wygra. Przygotowanie się zawczasu jest w sumie całkiem rozsądne, bo co by nie mówić, w przypadku nominowanego szansa na otrzymanie Oscara wzrasta z 1 do 1000000000000000 do (w najgorszym wypadku) 1:10. Mimo to, wydaje mi się że takie rzeczy spokojnie można załatwić bez pomocy ściągi, mając taką listę głęboko zapisaną w głowie. Mówimy w końcu o aktorach, ludziach którzy są w stanie zapamiętywać dziesiątki linijek tekstu i wygłaszać je również w sytuacjach stresowych.


Bo zawsze dzieje się coś kultowego
To zdjęcie obiegło świat jeszcze w czasie trwania ceremonii.
Na każdej ceremonii Oscarów dzieje się coś, co zapada w pamięć i przywoływane jest przez koleje lata. W czasie gali w 1999 roku w pamięci wszystkich zapisał się Roberto Benigni biegający po krzesłach na wieść o otrzymaniu Oscara. W roku 2003 Andrien Brody tak bardzo ucieszył się z nagrody za rolę w Pianiście, że aż pocałował wręczającą mu statuetkę Halle Berry. Ceremonia w 2014 roku przebiegła natomiast pod znakiem photomobu Benedicta Cumberbatcha i grupowego selfie wykonanego przez prowadzącą Ellen Degeneres. Wszyscy pamiętamy też Jennifer Lawrence, która potknęła się wchodząc po schodkach w drodze po odbiór swojej statuetki w 2013 roku. Oczywiście nie życzymy nikomu tego typu wpadki, licząc na bardziej przyjemne spontaniczne wydarzenia. Warto śledzić, bo na żywo takie momenty mają dużo większą moc. Możemy w końcu u źródeł dowiedzieć się, jak to się stało że dany fragment gali stał się hitem Internetu i osiągnął zawrotne liczby reblogowań na tumblr.

Bo nie ma nominacji dla Meryl Streep, ale Jennifer Lawrence jak zawsze w formie
Gdy jedna stała bywalczyni zawiedzie, na posterunku pozostaje druga.
Jeśli Meryl Streep nie ma nominacji do Oscara, wiedz że coś się dzieje. Aktorka szansę na nagrodę miała aż 19 razy, z czego trzy razy wyszła z gali ze złotą statuetką. To najwięcej w historii. W tym roku sytuacja przedstawia się trochę inaczej, bo Streep o dziwo nominacji nie zgarnęła (OK, może nie o dziwo, bo rola w Sufrażystce sprowadziła się do 3 minut na ekranie, a Nigdy nie jest za późno nie nadaje się do jakichkolwiek nagród). Czwartą nominację zgarnęła za to Jennifer Lawrence, która staje się w Hollywood podobnym do Streep fenomenem – zaledwie 25 letnia aktorka nominowana jest za wszystko jak leci. O ile poprzednie role można było jakoś usprawiedliwiać, tegoroczna nominacja dla Lawrence za średni występ w średnim Joy stanowi decyzję mało zrozumiałą nawet dla fanów talentu aktorki (do której grupy się nie zaliczam). Generalnie rzecz ujmując, będzie ciekawie, a jakąkolwiek decyzję w tym zakresie podejmie Akademia, z dyskusje nie ucichną.

Bo Leo DiCaprio znowu jest nominowany
Nie ma smutku, jednego Oscara już przecież Leo ma.
Aktor, który od kilku lat prezentuje najwyższy światowy poziom, cały czas pozostaje bez nagrody. Krytycy, dziennikarze i fani zachwycają się kolejnymi rolami DiCaprio, podkreślając że kto jak kto ale on Oscara ma już w kieszeni. Efektów w postaci najcenniejszej statuetki w dalszym ciągu jednak brak. Można byłoby powiedzieć że to przykre, tym bardziej że mówimy o naprawdę dobrych kreacjach aktorskich, które spokojnie mogłyby być nagrodzone. W tym kontekście nie pomaga też istniejące powszechnie przekonanie, że to samemu DiCaprio najbardziej zależy na statuetce, a praktykowany przez niego dobór ról podyktowany jest chęcią zgarnięcia owej nagrody. Fakt że Leo pozostaje niedoceniony faktem jest smutnym, i  źle świadczy o Akademii. Z drugiej jednak strony, kto nie śmiał się z braku Oscara dla Leo, niech pierwszy rzuci kamień. Ilość memów, grafik i przeróbek które powstały w tym temacie osiągnęła zawrotne  ilości. Nawet jeśli nie jest się fanem DiCaprio, oglądanie gali ze świadomością że aktor może po raz kolejny wyjść z ceremonii z pustymi rękami, dostarcza niezłej uciechy. Mówiąc jednak całkowicie poważnie, życzę Leo przełamania tej złej passy. Nie ma się co martwić, jeśli dostanie Oscara, memy pojawią się i tak. ;)


Dobra, ten wpis nie jest do końca na poważnie. Oscary to specyficzne nagrody, rządzące się swoimi, niekiedy kontrowersyjnymi prawami. Specyficzni są też przyznający je członkowie Akademii, a podejmowane przez nich decyzje nie zawsze budzą, nazwijmy to, szeroką aprobatę. Mimo to w moim przekonaniu warto jest chociaż raz zobaczyć taki event w czasie rzeczywistym. Wszystkich planujących czuwać zapraszam na fanpage, gdzie na pewno będę wrzucać statusy live. Będzie można komentować w kameralnym gronie, bez konieczności zaśmiecania sobie walla rzeczami typu „OMG LEO JEDNAK BEZ OSCARA” (ok, to słaby żart). :3

Jeśli jednak nie zdecydujecie się na oglądanie na żywo w tym roku, zapraszam na bloga już w poniedziałek, gdzie znajdziecie relację z ceremonii i moje opinie na temat zwycięzców i przegranych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz